Kluczowa umiejętność Neofity: Projekcja astralno-mentalna

W ostatnim artykule o historii magii konkluzja była taka, iż do najstarszych praktyk magicznych zalicza się egzorcyzm i duchową wędrówkę, z czego ten pierwszy w najdawniejszych czasach również opierał się na tej drugiej. Co warto zauważyć (a o czym więcej napiszę później) owa praktyka przebywania poza ciałem jest zdolna realizować każdą z trzech funkcji działań starożytnych Magów – dywinację, alchemię i teurgię. Powiem więcej – swego rodzaju projekcja astralna i/lub mentalna to obrzęd tak dawny, że poprzedza o tysiące lat nawet samo określenie “magia”. Nie sposób jest więc przecenić wartości tej wspaniałej techniki. W niniejszym artykule omówię zatem wszystkie “co”, “dlaczego”, “jak” i “po co” projekcji astralnej i mentalnej.

Jak wynika z powyższego, doświadczenia pozacielesne mają nielimitowany potencjał. Można je wykorzystać do zdobywania informacji, wpływania na rzeczywistość, własnego samorozwoju, czy też jako ostateczne narzędzie do osiągnięcia Jedności z Bogiem. I to w istocie jest jej celem. Czym więc praktyka ta wyróżnia się od wszystkich innych, to że pozwala adeptowi magii na “samoinicjację”, jednocześnie dając mu możliwość przebycia całej drogi, od początku do końca. Jak pisałem w Pamiętniku Głupca, moje własne doświadczenie pokazało, iż jest to niesamowicie skuteczna metoda i gdy tylko zdobędzie się w niej pewien stopień wprawy, nic więcej już neoficie nie potrzeba. No dobrze, gotowi, czy nie – zaczynamy.

Czym właściwie jest duchowa wędrówka?

Najprostszy podział rzeczywistości opiera się na trzech płaszczyznach: fizycznej, astralnej i mentalnej. Z pierwszą mamy do czynienia na codzień – to świat zmysłów ciała i jego działań. Plan astralny to natomiast starożytna koncepcja istniejąca w wielu tradycjach, aczkolwiek sam termin pochodzi od greckiego “aster”, co znaczy “gwiazda”. Astral był więc uznawany za wymiar, w którym działały siły planetarne – stąd też obecnie popularny jest jego podział na siedem poziomów, później odzwierciedlony także w hinduskiej koncepcji siedmiu czakr. Dokładne źródło nie jest możliwe do określenia, gdyż perscy Magowie i żydowscy Mistycy Merkaby swoje koncepcje siedmiu niebios rozwinęli (z historycznego punktu widzenia) w miarę równolegle. W każdym razie, różne tradycje są zgodne, iż poziom ten to siedlisko ludzkiej osobowości, naszych subiektywnych uczuć i emocji.

Pojęcie planu mentalnego pochodzi z tego samego źródła, choć jego rozwój nastąpił dużo później. Tyczy się on oczywiście myśli i abstrakcyjnych form, a w tym także konkretnych tendencji i systemów wierzeń. W dawnej Mistyce Merkaby odzwierciedlony był poprzez siedem niebiańskich komnat lub pałaców (Hekalot), znajdujących się w siódmym niebie (czy też raczej “ponad nim”). Innymi słowy, najpierw należało przebyć siedem niebios (plan astralny), następnie siedem pałaców (plan mentalny), po czym możliwe było spotkanie z Bogiem “twarzą w twarz”. Istotną rzeczą, o jakiej chciałbym tutaj wspomnieć, to iż współcześnie panuje ogromne pomieszanie w tej kwestii. Zakon Złotego Brzasku spopularyzował bezpodstawną i błędną koncepcję, jakoby siedem niebios tradycji Merkaby miało się mieścić w kabalistycznym świecie Asija (subtelnej warstwie świata fizycznego), co najwyższy duchowy stan Unii z Bogiem – czyli cel tego Wszystkiego – zdegradowało i zidentyfikowało w ich systemie z pewną niezbyt istotną wizją na początku duchowej podróży, zwaną “wizją Świętego Anioła Stróża” (o tym później).

Powyższe to doskonały przykład, jak bardzo zniekształcone są informacje na temat owych wyższych planów istnienia. W chwili obecnej istnieje więc mnóstwo fałszywych mitów względem tego, co możliwe jest do osiągnięcia i przeżycia poza ciałem, jak i odnośnie samych ciał materialnych. Powód tej sytuacji jest prosty: Większość informacji, opisanych w internecie (i nie tylko) na temat doznań pozacielesnych, została udostępniona przez osoby, które mają zerowe pojęcie i brak jakiegokolwiek doświadczenia w omawianej kwestii. Często też powiela się dawne materiały na ten temat, bez głębszego zrozumienia zagadnień, o jakich traktują. Nim więc przejdę do praktycznych opisów, muszę wyjaśnić kilka rzeczy.

Przede wszystkim: Nie ma czegoś takiego, jak “ciało astralne” czy nawet “plan astralny”. “Jak to? Przecież niemal wszystkie duchowe tradycje mówią o swego rodzaju duszy i różnych płaszczyznach istnienia!” Jak najbardziej, tylko że są to teoretyczne koncepcje, które są swego rodzaju skrótami myślowymi odnośnie pewnych szczególnych doświadczeń. To mapy, które choć reprezentują rzeczywistość, to faktycznie niewiele mają z nią wspólnego. Nie mam tutaj jednak na myśli, iż wszystko, co zostało napisane przez wieki na ten temat jest fałszywe. Kluczowy jest jednak jeden szczególny błąd w zrozumieniu owych kwestii, a mianowicie:

Ciało astralne i plan astralny nie są oddzielne od ich fizycznych odpowiedników.

Obecnie mnóstwo osób wierzy, iż wewnątrz ich fizycznych ciał istnieje jakieś inne ciało, złożone z subtelniejszej materii, które w pewnym sensie steruje tym workiem kości i mięsa. To jest jak najbardziej prawdziwe, tylko rzecz w tym, że to tylko metafora. Owa “subtelniejsza materia” w istocie nie istnieje oddzielnie od materii fizycznej. Podobnie ciało astralne nie istnieje oddzielnie od fizycznego ciała. Nie mogłoby, ponieważ w istocie stanowią one jeden organizm. Dlatego też wszelkie zmiany widoczne na płaszczyźnie materialnej są odzwierciedlone na wszystkich innych poziomach duchowych, a także odwrotnie, albowiem są one nierozłączne. Oto właśnie chodzi w prawie analogii: Jak na górze, tak i na dole; jak na dole, tak i na górze.

Proszę jednak, nie wyobrażajcie sobie tego tak, że do fizycznych cząsteczek naszego ciała przylegają jakieś “cząsteczki duchowe”. Nie o to chodzi. Jest tylko jedna materia, a po prostu postrzegana jest ona z różnych punktów widzenia. Chciałbym zaproponować nieco lepsze wyobrażenie tego, czym są owe niematerialne ciała. W istocie, tak naprawdę ich w ogóle nie ma. Jedynym “niematerialnym” elementem w człowieku jest świadomość sama w sobie (choć i z tym możnaby się kłócić…). Świadomość nie ma jednak żadnych właściwości – ona po prostu wszystko postrzega. Kwestia jakości i ilości percepcji jest więc zależna od materii. Dlatego też, choć świadomość sama w sobie jest nieograniczona, to może stworzyć sobie dowolne granice, np. w postaci ciała fizycznego, posiadającego mózg o złożonej aktywności elektro-chemicznej, która odkształca ową świadomość do naszej indywidualnej ludzkiej zmysłowej samoświadomości, zwanej przez mistyków “ego” (dla ścisłości: współcześni badacze mózgu i funkcji kognitywnych tę “samoświadomość” nazywają “świadomością” – co jest oczywiście kolejnym idiotycznym przekształceniem sensu słowa, którego znaczenia nie potrafią pojąć, jak to było np. z “atomem”).

Tak też, świadomość jest niczym oko, które spogląda na jakiś materialny kształt przez wielowarstwową soczewkę. Specyficzną właściwością tego oka jest jednak to, że widzi ono obraz zniekształcony przez wszystkie kolejne soczewki jednocześnie kolektywnie i indywidualnie. To znaczy, że jeśli wyobrazimy sobie schemat rzeczywistości o trzech warstwach (soczewkach): fizycznej, astralnej i mentalnej, to świadomość postrzega w tym samym momencie obraz zniekształcony przez wszystkie trzy razem, wszystkie kombinacje dowolnych dwóch, jak i każdą jedną z osobna. Innymi słowy, choć możesz nie zdawać sobie z tego sprawy, tak naprawdę cały czas żyjesz na wszystkich planach jednocześnie. Co więcej, nie da się tak naprawdę “odseparować” od któregokolwiek z nich. Jak to mówi Lon Milo Duquette: “Tak naprawdę nie ma czterech kabalistycznych światów; jest tylko jeden – z amnezją”.

Inna dobra metafora, jaka przychodzi mi do głowy, to naturalne skupienie naszego wzroku. Każdy człowiek o zdrowych oczach jest w stanie naturalnie przenieść uwagę z jednego punktu na drugi, zwyczajnie zmieniając obiekt koncentracji. Przykładowo, jeśli czytasz to podczas gdy twoje otoczenie jest bardzo jasne, to choć zapewne nie zdajesz sobie z tego sprawy w tej konkretnej chwili, widzisz – mniej lub bardziej wyraźnie, ale cały czas widzisz – swoje własne odbicie w ekranie wyświetlacza. I dopóki tobie tego nie uświadomiłem, twój mózg skutecznie to ignorował. Teraz jednak, jako że masz tego świadomość, dostrzegasz obie opcje, możesz wybrać, który z obrazów chcesz widzieć ostrzej: niniejszą stronę, czy swoje ciało. Nieważne jednak, na co spoglądasz, nie usuwa to drugiej płaszczyzny, nieustannie jest ona postrzegana “w tle”. Analogicznie, świat fizyczny i duchowy są jedną wizją, a ty po prostu masz większą świadomość wybranej warstwy.

Istotne jest tutaj, że choć często mówi się, iż wyższe plany są przyczynowe względem płaszczyzny fizycznej, to tak naprawdę nie ma między nimi tego typu relacji. Są one jednym i tym samym, widzianym po prostu z różnych punktów widzenia – jak mogłaby jedna być przyczynowa względem drugiej? Istnieje natomiast wrażenie owej sekwencji przez wzgląd na to, że wyższe wymiary są mniej ograniczone i wydawałoby się, że tam wszystko dzieje się dużo szybciej. Kwestia “prędkości” jest jednak całkowicie względna i to ta względność jest tym, co w ogóle pozwala nam wyróżniać jakiekolwiek warstwy rzeczywistości.

Oczywiście, fizyczny wzrok towarzyszy ci od urodzenia, korzystanie z niego jest więc dla ciebie całkowicie naturalne i możesz zmieniać swój punkt widzenia praktycznie bez wysiłku. Tak więc choć z początku przeniesienie uwagi z planu fizycznego na duchowe warstwy rzeczywistości wymagać będzie trochę pracy, z praktyką także będzie dla ciebie tak zwyczajne i proste. Musisz po prostu załapać trik, zauważyć swego rodzaju “duchowy mięsień”, który musisz skurczyć, aby przenieść się na inny plan, a wtedy będziesz w stanie przestroić swoją wizję w praktycznie dowolnym momencie niemal bez wysiłku. Dobrze, więc jak do tego dojść?


Duchowa wędrówka a ciało fizyczne

Jako że powiedzieliśmy już sobie, iż plan materialny i duchowy są jednym i tym samym, to choć świadomość sama w sobie nie ma mięśni, które możnaby wyćwiczyć, aby przenosić uwagę na inną warstwę rzeczywistości, to jednak nierozłączność tych różnych płaszczyzn wymaga odzwierciedlenia wszelkich tych zmian punktów widzenia również w naszych ciałach. W istocie, niemal każdemu człowiekowi zdarzają się podróże pozacielesne, np. w trakcie snu lub gdy silnie się zamyśli. Co jednak odróżnia magiczną praktykę od tych naturalnych zjawisk, to że jest świadomie pokierowana, aby stopniowo poszerzać naszą świadomość. Dlatego też mag nie będzie zadowolony z takich niekontrolowanych doznań i będzie się starał dojść do mechanizmu będącego ich podłożem.

Początkujący praktyk może więc skorzystać z różnych metod indukcji transu – czy to poprzez rytuał, muzykę, substancje chemiczne, specjalne pozycje ciała, deprywację senną, post lub inne ascetyczne metody – aby móc prześledzić, jak dochodzi do zmiany świadomości w owych cielesnych warunkach, “załapać” towarzyszące temu odczucia, po czym następnie odtworzyć je siłą woli. Znów, odnosząc się do analogii wzroku, gdy spoglądamy naprzemiennie na dwa przedmioty w różnej od nas odległości, nasze oczy automatycznie dostosowują ostrość, ale bawiąc się tak przez chwilę można też łatwo wychwycić aktywność “mięśni” (czy co to tam jest) wewnątrz oczu i zmieniać “focus” bez przenoszenia wzroku. Ze stanami świadomości jest dokładnie tak samo.

Jak czytelnik może się domyślać, odpowiedzialny jest za to zatem jeden mechanizm świadomości, którego funkcją jest skupianie i rozluźnianie uwagi. Jeśli więc, tak jak pisałem wcześniej, jesteśmy cały czas świadomi wszystkich planów, ale koncentrujemy się na jednym z nich, mniej lub bardziej ignorując pozostałe, to kluczem do astralnej i mentalnej projekcji jest rozluźnienie świadomości ciała fizycznego, aby przenieść ośrodek uważności na jedną z wyższych płaszczyzn. W praktyce, możliwe jest to szczególnie za pomocą relaksacji. Oczywiście, gdy ciało jest zdrowe, nic nas nie boli, nic nas nie uwiera, to bardzo łatwo usunąć z niego świadomość i przenieść ją na inny poziom. Stąd też powiedzenie “w zdrowym ciele zdrowy duch”. Uprzedzam więc, że aktywność szkodliwa dla ciała będzie także utrudniać praktykę duchową. Przykładowo, nie poleca się jeść zbyt ciężkich potraw przed podejściem do astralnej projekcji, bo to zwyczajnie nie pozwala na relaksację.


Astralny czy mentalny?

Obecnie ludziom ciężko załapać różnicę między planem astralnym i mentalnym. W teorii wydają się one bowiem bardzo podobne. Istotnie, w praktyce również granica jest bardzo subtelna, dlatego osobiście wolę odnosić się do projekcji astralno-mentalnej jako całości, wszak nawet Mistyka Merkaby ilustruje, iż jedno płynnie przechodzi w drugie. Ciężko tutaj to jakoś konkretnie opisać. Umownie, ciało astralne jest “gęstsze”, a mentalne “subtelniejsze”. O projekcji astralnej możemy więc mówić w sytuacji, gdy doświadczamy wizji z intensywnością wrażeń większą, równą, lub przynajmniej bliską fizycznej. Mentalną byłyby więc wszystkie doznania, które są nader ulotne czy zbyt abstrakcyjne, aby w ogóle nazwać je odczuciami. Przykładowo, tak czyste i ogólne koncepcje jak Jedność albo Istnienie, choć znajdują się u podstawy wszystkich innych doznań, same w sobie są zbyt niekonkretne, aby móc je poczuć astralnie. W istocie, doświadczenie ich z intensywnością fizyczną byłoby już tożsame z osiągnięciem Absolutu, czyli objęciem wszystkich planów jednocześnie indywidualnie i kolektywnie.

Patrząc na to z biologicznej perspektywy, wyróżniamy cztery fazy snu, których relacja w stosunku do jakości i ilości wspomnień z posiadanych wówczas marzeń sennych dość dobrze ilustruje różnice między doznaniami z poszczególnych planów. Przeciętny człowiek najwięcej snów pamięta z fazy REM (przy której częstotliwość fal mózgowych – Beta – jest równa lub bliska aktywności osoby wybudzonej) i te są również najbardziej wyraziste. W tej fazie występuje także tzw. paraliż senny, co też pozwala na realistyczne wrażenie oddzielenia się od ciała. W fazach 1 i 2 (częstotliwości Alfa i Theta, występujące ogólnie w stanie delikatnego relaksu), czyli w “śnie lekkim”, człowiek pamięta już mniej snów i są dużo mniej wyraziste oraz często szybko zapominane – to odpowiadałoby wrażeniom ze świata mentalnego.

Ostatecznie, w fazie 3, czyli w “głębokim śnie” (częstotliwość Delta i niższe), człowiek generalnie nie ma świadomości, więc bardzo rzadko cokolwiek się z tego pamięta. Właściwie to definicja twardego snu zakłada właśnie brak świadomości. W tym stanie człowiek – gdyby był świadomy – miałby szansę na doznanie Absolutu, co jest celem magicznej praktyki. Jak więc można to wywołać? Cóż, tak naprawdę, jest to technicznie bardzo proste. Chodzi o definicję świadomości. Przeciętny człowiek definiuje świadomość tak, jak naukowcy, czyli jako “świadomość ja”. Dlatego też według kognitywistyki “świadomość” jest wytworem elektro-chemicznych reakcji w mózgu, wobec czego nie może jej być w materiałach sztucznych, minerałach czy roślinach.

Powyższe stoi jednak w całkowitej sprzeczności z tym, jak świadomość była definiowana od zawsze – jako egzystencja, przenikająca wszystko i zawsze. To, co zatem naukowcy i większość ludzi nazywa “świadomością”, to faktycznie “samoświadomość”, czy “świadomość ja” – i to w psychologii nazywa się “ego”. Rzecz jednak w tym, że to “ego” nie istnieje. Jest ono tylko koncepcją, której człowiek uczy się od społeczeństwa w procesie dorastania. Środowisko dziecka wmawia mu, iż zbiór jego wrażeń cielesnych, działań, uczuć, emocji i myśli to jego “ja”, jego tożsamość, to to, kim on jest. A to oczywiście bzdura. Dlatego też mag w swojej mentalnej wędrówce pokonuje różne bariery swoich wyuczonych idei, aż uświadomi sobie, że pogląd o jego istnieniu jako oddzielnej jednostce należy właśnie do tej grupy zbędnych pomysłów – a wtedy też będzie zdolny do uświadomienia sobie tego, co do tej pory było nieświadome, i tak oto uświadczy Jedności z Wszystkim.

No dobrze, znamy mechanizm działania, wiemy, iż podstawą do duchowej wędrówki jest uśpienie ciał(a) z jednoczesnym zachowaniem świadomości. Przejdźmy więc dalej.


Nim przystąpisz do praktyki…

Najpierw jeszcze kilka zdań wstępnych. W Liber O, którego główną tematyką jest właśnie “wznoszenie na planach”, Crowley zaczyna od kilku innych kwestii, jakie mag powinien wziąć pod uwagę przed podejściem do niniejszej praktyki. Krótko powiedzmy sobie o każdej z nich:

I. Najistotniejszą sprawą jest, iż wszelkie magiczne symbole to tylko symbole. Jak mawiał Korzybski: “Mapa nie jest równa terytorium”, “słowo nie jest rzeczą”, a więc rzeczywistość jest wprawdzie “niewymawialna”. Tak więc choć mówimy w tym artykule o różnych sferach niebiańskich, duchowych istotach, magicznych pieczęciach i innych takich – są to tylko skróty myślowe i choć w wizji maga mogą się one przejawiać i zachowywać jak prawdziwe, nie należy podchodzić do nich z nadmierną ufnością. Ostatecznie, wszystko to jest jedynie subiektywnym wyobrażeniem i samo w sobie ta forma nie ma absolutnie żadnego znaczenia – jak to mówią Amerykanie, “to tylko dym i lustra”. Nieważne jak rzetelna, to wciąż tylko iluzja i liczy się jedynie to, jaki przekaz niesie ona dla praktyka.

Uprzedzam przed tym głównie po to, aby początkujący nie wpadł w pułapkę przypisywania obiektywnej prawdziwości do swoich pozacielesnych doświadczeń. Przykładowo, ktoś mógłby ujrzeć w swej wizji, iż archanioł Rafael dzierży wielki młot, a następnie wykłucać się, że tradycyjnie przypisany mu kaduceusz należy zastąpić tymże; albo doznać atmosfery sefiry Chesed w formie zielonego koloru i na podstawie swojej percepcji próbować przearanżować Drzewo Życia. Po prostu absurd. (Przeklinam cię, Choronzonie!)

II. Konieczne jest zdobycie przez czytelnika podstawowej wiedzy kabalistycznej o różnych korespondencjach. Osobiście nie polecałbym jednak aż tak dokładnego studiowania tabelek, jak to poleca Crowley. Ogólne koncepcje powinny być wystarczające, aby nawiązać kontakt z pożądaną sferą. Resztę natomiast, praktyk mógłby następnie użyć do weryfikacji prawdziwości swojej wizji. Pozostawiam to jednak w decyzji każdego z osobna, albowiem później podam też inną, uniwersalną metodę weryfikacji.

III. i IV. Punkty kolejne traktują o podstawowych umiejętnościach w magii ceremonialnej, w tym głównie chodzi o inwokację i odpędzanie różnych sił. Napisałem o tym raz, dwa, trzy, cztery różne artykuły i do nich teraz odsyłam.

Jeśli powyższe punkty nie są ci bliskie, odpuść dalszą część tego tekstu, póki ich sobie nie przybliżysz. Pozostali – za mną!


Ćwiczenia przygotowawcze

Jeśli nie masz żadnego doświadczenia z praktyką duchowej wędrówki lub też jest ono niewielkie, koniecznym będzie swego rodzaju wprowadzenie. Dobre na start jest tzw. ścieżkowanie, czyli innymi słowy kierowana wizualizacja. Niegdyś przygotowałem przykładowe procedury takich ćwiczeń. Oto one:

Ćwiczenie I

1. Wykonaj MROP i WRIP.

2. Usiądź wygodnie lub połóż się i zamknij oczy. Weź trzy głębokie wdechy i otwórz je na nowo, po czym wstań i rozejrzyj się po pokoju w którym się znajdujesz. Zapamiętaj dokładnie wygląd wszystkiego. Podejdź do ściany. Zwróć uwagę jak Twoje ciało odczuwa każdy z wykonywanych przez ciebie kroków. Wyciągnij przed siebie ręce, w dalszym ciągu wczuwając się i zapamiętując odczucia związane z tym ruchem. Połóż dłonie na ścianie. Jest zimna? Ciepła? Zapamiętaj to. Następnie zacznij przesuwać ręce po ścianie, cały czas skupiając się na wszystkich odczuciach. Jest gładka, czy szorstka? Zapamiętaj to. Odejdź od ściany i zwróć się do szafy. Wsłuchaj się w dźwięk swoich kroków. Otwórz szafę i zapamiętaj towarzyszący temu dźwięk. Wyciągnij z niej jakąś koszulkę albo bluzę. Zwróć uwagę na to, jak obciąża ona Twoje ręce. Poczuj jaka jest w dotyku i zapamiętaj to. Następnie przyłóż ją do twarzy, ponownie odczuwając jej fakturę, lecz tym razem na twarzy. Powąchaj ją. Jak pachnie? Jest świeża? Zapach coś ci przypomina? Włóż ją spowrotem do szafy i zamknij ją. Idź do łazienki. Pamiętaj o świadomym odczuwaniu i słuchaniu każdego ruchu. Odkręć kran i obmyj twarz letnią wodą, zapamiętując towarzyszące temu wrażenia dotykowe, wizualne i słuchowe. Nie śpiesz się, wykonuj te wszystkie ruchy powoli. Wytrzyj twarz w ręcznik, ponownie odczuwając jego fakturę i czując jego zapach. Następnie skieruj się do kuchni. Otwórz lodówkę i wyciągnij z niej coś do jedzenia. Może to być np. marchewka. Sprawdź i zapamiętaj dokładnie jaka jest w dotyku i jakim emanuje zapachem. Weź nóż i ukrój niewielki kawałek, a następnie go zjedz. Poczuj dokładnie jak smakuje, wczuwaj się w każdy kęs, a następnie połknij i skup się na odczuciu, gdy spływa pogryziona do żołądka. Wróć do pokoju i ponownie połóż się na łóżku, bądź usiądź na krześle. Pozostań przez kilka sekund w bezruchu, wpatrując się przed siebie, po czym zamknij oczy.

3. Wykonaj Rytuał Relaksacyjny.

4. Leż lub siedź mając w dalszym ciągu zamknięte oczy. Skup się na swojej prawej nodze. Możliwe, że jej nie czujesz – to dobrze! Wyobraź sobie, że zginasz duży palec. Nie zginaj palca, tylko wyobraź to sobie! Przywołaj ze swojej wyobraźni odczucia zginania palca w najlepszej formie, jakiej potrafisz. Pamiętaj, by nie poruszyć fizycznym palcem! Jeśli przez przypadek to zrobisz, to nic. Wróć po prostu do wygodnej pozycji i kontynuuj wizualizację. Gdy uda ci się przywołać odczucie zginania palca, kontynuuj to samo z całą stopą, a następnie z każdą inną częścią ciała.

5. Gdy w wyobraźni „rozruszasz” już wszystkie części ciała aż do twarzy, wyobraź sobie, że otwierasz oczy. Skup się na tym, iż w momencie odczuwania otwierania oczu, ukazuje ci się obraz, który fizycznie znajduje się przed tobą. Postaraj się przywrócić ten obraz z pamięci w najwyraźniejszej formie, jaką jesteś w stanie.

6. Powoli wizualizuj sobie jak wstajesz, odczuwając i widząc wszystko dokładnie tak, jakby działo się to naprawdę. Następnie wizualizuj sobie wszystko to, co zostało wykonane fizycznie w kroku drugim, z tym że teraz przywołujesz te wszystkie odczucia z pamięci. Nie przejmuj się, jeśli nie wszystko będzie ci wychodziło, ale staraj się najlepiej jak potrafisz.

7. Gdy wizualizacja doprowadzi cię spowrotem do twojego pokoju, wyobraź sobie, że widzisz jak Twoje fizyczne ciało leży na łóżku/siedzi na krześle wspomnianym na starcie. Powoli zbliż się do niego i przejmij jego pozycję, tj. jeśli leżysz na łóżku, połóż się w miejscu swojego fizycznego ciała, tak jakbyś do niego wchodził. Poleż chwilę w tej pozycji, i stopniowo pogłębiaj oddech. Wykonując głębokie wdechy wyobraź sobie, jak jednoczysz się na powrót ze swoim fizycznym ciałem, aż nie zaczniesz go ponownie normalnie odczuwać. Powoli i delikatnie poruszaj nim, aż kompletnie wrócisz do fizycznej świadomości, po czym otwórz swoje prawdziwe oczy.

8. Zakończ wykonaniem MROPu i MROHu.

Jak można się domyślić, przebieg drugiego kroku jest niemal całkiem dowolny, więc możesz oczywiście ustalić go samodzielnie. Pamiętaj jednak, aby obejść co najmniej trzy różne pomieszczenia i korzystać ze wszystkich pięciu zmysłów: wzroku, słuchu, dotyku, smaku i węchu, w najbardziej intensywny sposób, jaki jesteś w stanie. Staraj się próbować różnych wersji. Pamiętaj również, żeby nigdy nie wykonywać tego ćwiczenia na wieczór, bo zmęczenie może doprowadzić do tego, że uśniesz w trakcie. Pamiętaj również, by zawsze na koniec wykonać odpędzanie. Ukończenie tego etapu nie powinno zająć więcej niż dwa tygodnie. Gdy to opanujesz, przejdź do ćwiczenia drugiego.

Ćwiczenie II

Wersja druga jest podobna, ale sama wędrówka przeprowadzona jest już wyłącznie w wyobraźni. Wykonaj wszystko normalnie, tak jak wcześniej, lecz tym razem zupełnie pomiń krok drugi. Czyli po wykonaniu MROPu i WRIPu po prostu połóż się lub usiądź wygodnie i wykonaj RR. Następnie tak jak wcześniej wizualizuj sobie rozruszanie ciała i zgodnie z upodobaniami przejdź się w wyobraźni po kilku pomieszczeniach, zwracając uwagę na wszelkie napotykane wrażenia. Zakończ tak samo jak wcześniej, wracając do swojego ciała i wykonując odpędzanie.

Ćwiczenie III

1. Wariant trzeci również jest bardzo podobny. Tak jak wcześniej, wykonaj wszystkie ryty i w wygodnej pozycji zacznij wizualizację.

2. Przejdź się po kilku pomieszczeniach, a następnie podejdź do drzwi wyjściowych. Zakreśl na nich białym światłem okrąg i otwórz je. Tym razem jednak nie masz widzieć za nimi rzeczywistego obrazu. Gdy je otworzysz, ujrzysz gęsty las. Poczuj zapach drzew, usłysz śpiew ptaków, odczuj chłodny wiaterek. Połóż się na twardej ziemi i poczuj jej chłód. Odczuj jej stabilność i moc pochłaniania wszelkich trosk. Zjednocz się z nią. Wyobraź sobie, że jesteś ziemią. Odczuj w sobie dokładnie wszystkie znane ci atrybuty tego żywiołu. Gdy to zakończysz, wróć do swojej normalnej postaci. Wstań z ziemi i rusz w głąb lasu. Nie przejmuj się zostawionymi w tyle otwartymi drzwiami, gdyż jedyną osobą, jaka może je zamknąć lub przez nie przejść, jesteś ty. Idź wciąż przed siebie między drzewami i zobacz, jak zza drzew przed tobą bije pomarańczowe światło. Zmierzaj w tamtym kierunku, aż wyjdziesz na polanę, która pod wpływem zachodzącego Słońca jest cała złocista. Zobacz, że po drugiej stronie łąki również jest las. Idź w tamtym kierunku. Zwróć uwagę na to, jak wysoka trawa ociera się o twoje nogi, które zapadają się w miękkiej ziemi. Idź cały czas przed siebie i poczuj jak silnie wieje wiatr na otwartej przestrzeni. W całości opływa cię silny prąd ciepłego powietrza. Wyobraź sobie, jak to powietrze niesie świeżą energię i ożywia Cię. Poczuj na sobie dreszczyk, który wywołuje. Scal się z powietrzem i przywołaj z pamięci wszystkie jego atrybuty. Poczuj się tak lekko, że wiatr jest w stanie zanieść cię na drugi koniec polany. Niech tak też się stanie. Poczuj jak lecisz, jak twoje ciało opływa powietrze. Gdy dolecisz do drzew, powoli wyląduj i spowrotem zyskaj normalny ciężar. W tym czasie zapadł już zmrok. Jest kompletnie ciemno, ale nie boisz się, ponieważ wiesz, że nic ci tutaj nie grozi. Idź przed siebie między drzewami. Jest już noc, ale widzisz wszystko dobrze dzięki świetle Księżyca i Gwiazd. W końcu w oddali, między drzewami, dostrzegasz silne źródło białego światła. Idź w tamtym kierunku, aż dojdziesz na miejsce. Źródłem światła okazuje się jeziorko, które odbija od siebie światło Księżyca, który aktualnie jest w pełni. Zanurz w płytkiej wodzie swoje stopy i odczuj chłodną wilgoć. Dzień skończył się niedawno, więc temperatura wody wciąż jest jeszcze znośna. Wejdź głębiej i połóż się na plecach. Jest cicho, jedyne co słyszysz, to pluskanie wody. Jezioro jest głębokie, ale nie musisz się bać o to, że utoniesz, bo swobodnie unosisz się na wodzie niczym liść. Wyobraź sobie podtrzymującą właściwość wody. Przywołaj z pamięci wszystkie atrybuty tego żywiołu i zjednocz się z nim. Wizualizuj sobie, że jesteś ciężką, bezkształtną, plastyczną materią. Wyobraź sobie, jak woda krąży w naturze pod wpływem różnych sił. Gdy ukończysz tę wizualizację, wyjdź z wody i idź na powrót w głąb lasu. W oddali ponownie widzisz światło. twoja wrodzona ciekawość odgania wszelki strach, jaki mógłby się w tobie pojawić. Idziesz przed siebie, wciąż ociekając wodą. Jeśli w wyobrażeniu masz na sobie ubrania, wyobraź sobie, jak nasiąknięte wodą ci ciążą. Gdy dojdziesz do źródła światła, ujrzysz ognisko, a przy nim siedzącą na pniu jakąś osobę. Zbliż się i zobacz jak wygląda. Postaraj się określić, jakiej jest płci, w jakim jest wieku, czy jej wygląd jest dla ciebie przyjazny itp. Zapytaj się, czy możesz się przysiąść. Przytaknie bez słowa, delikatnie się uśmiechając. Nie znasz tej osoby, ale czujesz się bezpiecznie w jej towarzystwie. Siadasz na ściętym pniu obok. Od ogniska bije silne gorąco. Słyszysz jak drewno pod wpływem temperatury wydaje strzelający dźwięk. Czujesz nie tylko zapach spalenizny, ale również odczuwasz jak woda paruje z twojego ciała i ubrań, a światło bijące od ognia razi cię w oczy. Tak jak wcześniej, tym razem również zjednocz się z ogniem. Przywołaj wszelkie jego atrybuty. Wyobraź sobie, że jesteś tańczącym płomieniem i rozświetlasz swoją energicznością ciemność. W końcu wróć na powrót do swojej postaci i zobacz, że już jest ranek. Osoba, która tu wcześniej z tobą była, zniknęła. Jesteś jej wdzięczny, ale wiesz, że ona jest tego świadoma, więc nie musisz jej dziękować. Zdajesz sobie również sprawę, że jesteś dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wędrówka się zaczęła – kilka metrów dalej znajdują się drzwi od twojego mieszkania. Przejdź przez nie i zamknij. Wróć do swojego pokoju i wejdź spowrotem do swojego ciała.

3. Przywróć sobie normalne postrzeganie, po czym wstań i wykonaj odpędzenia.

Komentarz

Wizualizacja jest bardzo istotnym elementem duchowej wędrówki. Aby z powodzeniem uzyskać solidną wizję, trzeba więc odpowiednio się dostroić do pozazmysłowego postrzegania. Oczywiście, to tylko wstępna praktyka. Gdy osiągniesz już stosowną wprawę, będziesz w stanie w dowolnym momencie po prostu wyobrazić sobie dowolne miejsce i twoja świadomość automatycznie się tam znajdzie. Początkowo jednak polecam trzymać się tej procedury. Szczególnie ważne są rytuały odpędzające i inwokujące na początku i na końcu. Po pierwsze dlatego, że spełniają funkcję ochronną. Po drugie, WRIP silnie dodaje ci energii, co pomoże uniknąć ryzyka zaśnięcia w trakcie praktyki. Poza tym, ryty te pomagają ci też wejść w trans i należycie dostosować swój umysł do poruszania się poza ciałem. Gdy opanujesz tę procedurę – ale tylko wtedy – możesz owe ryty także wykonywać już astralnie, co do tej praktyki będzie nawet lepszym wprowadzeniem.

Chciałbym też zauważyć, że ja w powyższej metodzie proponuję inne rozwiązanie, niż Crowley. U niego praktyk najpierw wizualizuje przed sobą gotowe ciało astralne, po czym stara się do niego przenieść świadomość i dopiero wtedy się w nie wczuwać. Polecam spróbować obu opcji i na codzień stosować tę, która jest dla ciebie skuteczniejsza.


Metoda powolna: Kabalistyczne ścieżkowanie

Moim zdaniem, najlepiej opisaną ogólnodostępną mapą rzeczywistości jest kabalistyczne Drzewo Życia, dlatego też sądzę, że odpowiednim dla maga jest skorzystanie z jej dobrodziejstw i faktyczne zabranie jej ze sobą w podróż. Aby niepotrzebnie nie przedłużać, w kwestii teorii odsyłam czytelnika do źródeł o Kabale. Tutaj pozwolę sobie wspomnieć tylko tyle: Względem praktyki duchowej wizji, musisz wiedzieć, iż sefiry to swego rodzaju sfery energii; ścieżki natomiast to mentalne konstrukty, które stanowią bariery dla twojego umysłu, niepozwalające przejść wyżej. Każda ze ścieżek niesie zatem pewną lekcję, sefiry zaś nadają ci stosownego pędu do dalszego wznoszenia się.

Teraz, czytelnik może zauważyć, że w powyższym ćwiczeniu zawarłem w pewnym sensie wizję sefiry Malkut i związaną z nią inicjację czterech elementów. Oczywiście, można to dostosować wedle własnych upodobań, niemniej polecam każdemu zacząć od czegoś podobnego. Gdy dziesiąta sefira będzie już praktykowi bliska, kolejnym krokiem jest wspinaczka w górę Drzewa Życia, a pierwszą ścieżką na drodze – ścieżka Tau. Aby wykonać projekcję ku tejże, wystarczy, iż mag zakreśli na drzwiach wyjściowych literę Tau. Osoby zaznajomione z Tarotem mogą też zwizualizować sobie w miejscu drzwi odpowiadające jej Arcanum XXI – kartę Wszechświat, w obraz który może wejść jak gdyby przez magiczny portal. (Po te i inne symbole odsyłam do stosownej literatury).

To, co wydarzy się następnie, jest całkowicie subiektywne. W odróżnieniu jednak od kierowanej wizualizacji, tutaj należy pozwolić wizji formować się samodzielnie. Pozwól więc, aby otoczenie samo się ukazało. Jeśli ujrzysz jakieś istoty, nie zagaduj ich, póki same najpierw nie zwrócą na ciebie uwagi. Uszanuj ich prawo do świętego spokoju. Może się zdarzyć, że z własnej woli zaczną rozmowę – wówczas pytaj je o co chcesz. Przy pierwszym spotkaniu z takową istotą, nie wymagaj jednak zbyt wiele. Przedstaw się, powiedz jakie są twoje intencje, po czym zapowiedz swój powrót i grzecznie się pożegnaj. W kolejnych odwiedzinach danej ścieżki możesz natomiast wypytywać o konkretne koresponcencje. Przykładowo, w Liber 777 znajduje się bardzo tajemnicza rubryka “magicznych mocy”, których znaczenie nie jest do końca jasne. Z własnego doświadczenia wiem, iż jest to niesamowicie ciekawe zagadnienie, którego z jakiegoś powodu nikt dotąd publicznie nie opisał (przynajmniej na tyle, na ile mi wiadomo). Znajduje się tam więc ogrom praktycznej wiedzy, jakiej nie znajdziesz w żadnych książkach.

Na zapoznanie się z każdą jedną ścieżką daj sobie kilka dni, do tygodnia czasu (przy codziennym zwiedzaniu). Nie ograniczaj się jednak tylko do własnych pytań. Musisz pamiętać, że ścieżki mają dać ci lekcję, a to z definicji oznacza coś nowego. Pozwól więc istocie, aby pokazała ci, co musisz zrobić, lub co musisz sobie uświadomić, by móc dostać się do kolejnej sefiry (pierwszą w kolejności będzie Jesod). Tu, znów, w jakiej formie się to objawi, jest całkowicie subiektywną kwestią, aczkolwiek przekaz definitywnie odzwierciedli jakąś z tradycyjnych jakości danej sfery. Nie chcę podawać przykładów, aby nie zanieczyścić umysłu praktyka sugestiami, więc powiem tylko ogólnie, iż przebycie ścieżki Tau wymaga opanowaniu wpływów związanych z Malkut. Podobnie oczywiście ma się to w przypadku dalszych planów.

Przewodnik na ścieżce może zażądać od ciebie jakiegoś działania w rzeczywistości. Najpewniej będzie ono w jakiś sposób nieprzyjemne bądź ryzykowne, albowiem rozwój wymaga swego rodzaju znoszenia barier. Nie jest to jednak reguła. Bywa tak, że sama wizja wywoła w tobie “aha!” nowej realizacji i wówczas droga do kolejnej sefiry otworzy się od razu. W takiej sytuacji, tj. gdy przejdziesz egzamin, poproś inicjatora ścieżki o zaprowadzenia cię do strażnika sefiry. Znów, pamiętaj, iż wszystko jest całkowicie subiektywne. Wrota do sefiry mogą więc wyglądać nawet jak królicza nora, a strzegący ich archanioł jak kot w butach. Bo czemu nie?

Gdy rozpoznasz strażnika, przedstaw się, zwróć się do niego po imieniu, po czym z autorytetem Boskiego Imienia nim władającego nakaż mu otworzyć bramę. Przykładowa formuła:

Jam jest (twoje magiczne imię/motto)!
Przybyłem/am tu, aby zgłębić tajemnice (wibruj nazwę sefiry [np. Jesod]).
Przez wielkie i potężne imię: (wibruj Imię Boskie danej sefiry [np. Szaddaj El Chaj]),
nakazuję tobie, (wibruj imię archanioła strzegącego sefirę [np. Gabriel]),
abyś mnie przepuścił! Taka jest Wola Boża!

Niezależnie od tego, co wtedy zobaczysz, poczekaj, aż strażnik każe ci wejść. Jeśli spróbujesz przejść do kolejnej sefiry wcześniej, możesz zostać uznany za intruza i doznać bardzo nieprzyjemnych wrażeń.

Teraz, gdy jesteś w kolejnej sefirze, twoim zadaniem jest zestroić się z jego atmosferą. Jeśli – jak już powiedzieliśmy – różne stany świadomości można określić jako wibracje, to energia różnych sefir tak samo odpowiada różnym częstotliwościom i wobec tego pozwala ci na wewnętrzną przemianę. Każda kolejna sefira (idąc od dołu DŻ) reprezentuje coraz wyższy poziom egzystencji. Zwiedzając sefiry, ładuj się więc energią ich atmosfery. Pochłaniaj ją do wewnątrz swojego duchowego ciała, tak jakbyś inwokował ją w rytuałach pentagramu i heksagramu, wibrując przy tym (astralnie, oczywiście) odpowiednie dla nich Boskie Imiona. Początkowo więc polecam wyobrażać sobie sefiry jako wszechogarniający ocean światła o korespondującym kolorze. Albowiem tak jak zbyt jasne światło oślepia, w podobny sposób wibracje nieznanej sefiry przysłaniają nam jej prawdziwe oblicze. Inwokuj więc tę moc i zjednaj się z nią, aby wibracja twojej świadomości dorównała tej, która odpowiada do danego poziomu.

Na synchronizację z każdą sefirą powinno się poświęcić około 2 do 3 tygodni (praktykując codziennie), aczkolwiek zdarza się, iż jakaś osoba jest już uprzednio silnie związana z jakościami danej sfery, przez co czas ten jest bardzo skrócony. Nie jest to jednak żadna reguła. Takie wypadki są dość szczególne i odznaczają się niesamowitymi rezultatami. Mówiąc krótko, charakteryzuje się to stanem silnego podwyższenia świadomości i raczej nie sposób tego nie zauważyć. Nie ma więc konkretnych wytycznych – jeśli naprawdę szczerze uważasz, że udało ci się opanować określony poziom i bez wahania czujesz, iż możesz już iść dalej – zrób to.

Istotna uwaga: Do wszystkich sefir powyżej Jesod prowadzi więcej niż jedna ścieżka. Dlatego też, gdy uda ci się już zestroić z Jesod i prawdziwy obraz tej sfery się przed tobą odsłoni, najlepiej od razu zacznij zwiedzać kolejne ścieżki. Wówczas praktykę zaczniesz od wejścia do sefiry Jesod, tam chwilę się porozglądasz, porozmawiasz z istotami itp., po czym wchodzisz na następną ścieżkę i uczysz się kolejnych lekcji. W ten sposób nie będziesz marnować czasu na przebywanie zbyt długo w danej sefirze. Tak też zawsze równolegle poznawaj nową sefirę i pobieraj nauki ze ścieżek do kolejnej, co daje na owe zapoznanie tak samo jak względem synchronizacji – około 2 do 3 tygodni.

Zwiedzając sefiry możesz poznać mnóstwo istot odpowiadających atmosferze ich sfer. Zachowywać się wobec nich należy tak samo jak w przypadku tych znanych ze ścieżek. Może się zdarzyć, choć to raczej rzadkie, że spotkasz jakieś zaczepne stworzenia. Wówczas egzorcyzmy pentagramu i heksagramu, z użyciem należnej formuły pozwolą ci się ich pozbyć. W razie jakichkolwiek kłopotów, zawsze możesz też wezwać strzegącego danej sefiry archanioła, a ten nie tylko zaprowadzi porządek, ale i też poprowadzi cię w dowolne miejsce, jakie możesz chcieć ujrzeć.

Dodatkowa rada: Projekcja astralno-mentalna jest całkowicie niezależna od czasu i przestrzeni. Pamiętaj więc, że nie musisz dosłownie “latać” po różnych sferach. Możesz się w każdym momencie “teleportować” do upragnionego celu. Istotnie, polecam ci nawet stworzyć własny indywidualny zestaw symboli, które powiążesz z danymi sferami (lub też stworzyć jeden, uniwersalny), aby w późniejszych podróżach skracać sobie drogę i przenosić się od razu na wybraną płaszczyznę. Wraz z praktyką zauważysz, że nawet takie pomoce jak np. wizualizacja drzwi przestaną być potrzebne i zaczniesz kreślić owe symbole po prostu w powietrzu, aż z czasem zrezygnujesz i z tego na rzecz natychmiastowego przeniesienia świadomości do danej sfery przy zwykłej koncentracji na magicznym znaku. Jeśli będziesz tego potrzebować, istoty poznane podczas podróży poinstruują cię, jak dojść do tych i wielu innych metod.


Weryfikacja doświadczeń

Odnośnie ostatniego zdania, uprzedzam cię jednak, aby zawsze sceptycznie podchodzić do informacji zdobytych w ten sposób. Nie chodzi tutaj już nawet o to, że owe stworzenia mogą cię okłamać, tylko iż możesz paść ofiarą własnej wyobraźni i dopisać sobie historyjkę własnoręcznie. Jest jednak metoda, która pozwoli ci zweryfikować, czy zyskana wiedza faktycznie ma jakieś inteligentne źródło – to gematria. Jeśli nie wiesz, czym ona jest, odsyłam ponownie do lektur o Kabale. W skrócie, jest to hebrajska nauka o związku słów i liczb. Teraz, aby wykorzystać gematrię w praktyce, wystarczy poprosić napotkaną istotę duchową o potwierdzenie swojej tożsamości w sposób symboliczny. Wtedy ona może odpowiedzieć jakimś konkretnym szyfrem kabalistycznym. Przykładowo, jeśli przywołujesz istotę ze sfery Słońca i odpowie Ci ona na pytanie o swoją domenę liczbą 216, to po skończeniu operacji możesz wyszukać ją w „Sepher Sephiroth” Crowleya i dowiedzieć się, że jest to wartość liczbowa słowa „lew”. Jak wiemy dzięki XXXVIII tabeli w Liber 777, lew jest zwierzęciem przypisanym do szóstej sefiry Drzewa Życia – Tiferet, która jest związana również ze Słońcem. Istota w tym wypadku mówi prawdę.

Inny przykład: Istota z sefiry Hod podaje liczbę 412. W „Sepher Sephiroth” odpowiada ona hebrajskiej literze Bet (BITh = Bet [2] + Jod [10] + Tau [400] = 412), która z kolei koresponduje z tarotowym Magiem. Karta Maga jest natomiast powiązana z planetą Merkury, a ta z Hod. Wszystko się więc zgadza. Oczywiście, są też inne, mniej lub bardziej wyszukane metody. Istota może także po prostu podać jakąś bardzo długą liczbę, której cyfry sumują się do liczby korespondującej z jakąś sefirą (np. istota Marsa mogłaby podać liczbę 90843467306, która po zsumowaniu daje 5, co jest liczbą Gebury [9+0+8+4+3+4+6+7+3+0+6=50=5]). Równie prawdopodobne jest także podanie liczby nazwy danej sefiry, np. istota Saturna może podać liczbę 67, co jest liczbą Biny (BINH = Bet [2] + Jod [10] + Nun [50] + He [5] = 67). Wiele innych, podobnych metod możesz odkryć samodzielnie. Podstawą tej techniki jest to, aby otrzymać nieznaną świadomie informację, którą można następnie rozszyfrować z pomocą Liber 777 i/lub Liber 500.

Jak już pisałem wcześniej, nie możemy traktować swoich wizji zupełnie poważnie. Ślepa wiara, jakoby te wszystkie duchy, anioły i inne inteligencje istniały faktycznie, jako zewnętrzne istoty, byłaby zgubna dla maga. Z drugiej strony, nie możemy ich też traktować jako zwykłe imaginacje. Rozwiązanie, jakie proponuję, to uznanie, iż w duchowej wędrówce możemy zetknąć się z jakimiś prawdziwymi siłami, jednak formy, jakie one przybierają, są całkowicie arbitralne. Żaden kształt niczemu więc nie dowodzi – aby uznać napotkany obraz za coś istniejącego faktycznie, musimy sprawdzić, czy istnieje jakieś oddziaływanie między nim i światem fizycznym. Oczywiście, najlepiej byłoby poprosić daną istotę o szczególny materialny efekt, ale to zwykle nie byłoby możliwe do zweryfikowania bez przerywania wizji. Dlatego też stosujemy gematrię, która to poprzez np. duże liczby i skomplikowane obliczenia pozwala wprawnemu podróżnikowi przetestować swoje doznania będąc nadal w transie.

W ten sposób weryfikujemy, czy źródło informacji jest godne uwagi, czy też jest to po prostu nasza wyobraźnia. Samą wiedzę, jaką z niego uzyskamy, należy także zweryfikować, czego sposób zależy już od jej natury. Instrukcje praktyczne sprawdzamy oczywiście w praktyce – dlatego zawsze koniecznie uprzednio dowiadujemy się też o tym, jakie rezultaty mają przynieść zyskane w wizji magiczne metody, inaczej nie ma to żadnego sensu. Jeśli przekaz od istoty jest zaszyfrowany, możemy pokusić się o jego odkodowanie; zaś jak wydaje się być symboliczny, to należy go zinterpretować (to już kwestia indywidualna każdego z osobna). Z góry odrzucamy natomiast wszelkie poetyckie i mityczne wyrażenia, których nie można w żaden sposób odnieść do rzeczywistości, jak np. to iloma legionami piekielnymi włada jakiś tam demon, czy jakiego koloru piórka wyrastają z tyłka harpii (o ile nie jest to w jakiś sposób wiedza symboliczna). Praktyka duchowych podróży ma prowadzić do rozwoju maga, a nie pisać fabułę do tanich książek fantasy.


Wskaźniki postępu

Nie chcę niczego nikomu tutaj obiecywać, jednak jestem przekonany, że rzetelna praca według powyższego opisu u większości powinna zaowocować także kilkoma dodatkowymi umiejętnościami. Po pierwsze, gdy przepracujesz kilka sefir w ten sposób, nauczysz się zauważać ich wpływ również u innych. Tak też osoba, która opanowała już daną sferę, jeśli jej zmysły na to pozwalają, powinna być w stanie między innymi odczytać i oszacować stopień zestrojenia z nią u każdego innego człowieka. Dlatego niesamowitą wartość ma tutaj praca grupowa, bowiem pozwala ona na wzajemne weryfikowanie swojego postępu przez współpracowników.

Inny ciekawy efekt, o jakim już wspominałem, to zdolność do wchodzenia w lekki trans na zawołanie. Co zaś z tego wynika, dla tak wytrenowanej osoby możliwe jest przywoływanie wybranych energii bez żadnych specjalnych rytuałów, z użyciem tylko samego umysłu. Podobnie wygląda też kwestia komunikacji z duchowymi istotami, które można wówczas przywołać nie stosując złożonych obrzędów ewokacyjnych, a prostym zawołaniem po imieniu czy z użyciem uzgodnionej formuły bądź symbolu. Oczywiście, uprzedzam, że brzmi to dużo wspanialej, niż jest w rzeczywistości. Faktycznie, może to być zabawne przez pare miesięcy, ale wszystko z czasem przechodzi do codzienności. Uprzedzam więc, by traktować te czy inne umiejętności jako zwykłe skutki uboczne praktyki, nie zaś jako cel.

Często przy okazji omawiania wznoszenia na planach mówi się o duchowym przewodniku. Ten możliwy jest do poznania już prawie na samym początku praktyki i wtedy też przejawia się w całkowicie dowolnej formie, tyle tylko, że przystępnej dla podróżnika. Spotkanie z nim po raz pierwszy, może być dla początkującego czymś dość niesamowitym i ekstatycznym, albowiem jest to wcielenie jego Geniuszu. Tak też w systemie Złotego Brzasku i Crowleya mówi się o tzw. “wizji Świętego Anioła Stróża” lub “wizji Adonai”, jaka następuje w Malkut. Nie należy oczywiście mylić tego z Wiedzą i Konwersacją Świętego Anioła Stróża, co charakteryzuje się spenetrowaniem tego wyższego punktu widzenia, jaki posiada nasz Daimon, i zaadoptowaniem go jako własnego – co z kolei według schematu następuje w Tiferet (choć bywa, że zdarza się to wcześniej). Jednak to – nawet to – jest tylko namiastką tego, co go czeka ponad Otchłanią. W pracy z Drzewem Życia nie wolno magowi spocząć na laurach, póki nie zostanie osiągnięty Absolut.


Przekroczenie Otchłani i Górna Triada

Wyżej opisana metoda jest niesamowicie skuteczna, jednak nie sprawdza się już aż tak dobrze w stosunku do kluczowego zadania – przebycia granicy relatywnej rzeczywistości (patrz artykuł: Jak przekroczyć Otchłań?). Gdy więc w swojej praktyce dojdziesz do sefiry Bina, zauważysz, że nie jesteś w stanie opanować jej po prostu ładując się jej atmosferą. To dlatego, że trzy najwyższe sefiry tak naprawdę wykraczają poza wszelkiego rodzaju względność. Kiedy zatem znajdziesz się w tym miejscu, wszelkie modele i mapy staną się bezużyteczne. Aby bowiem prawdziwie ujrzeć Binę, koniecznym jest przejść Daat – a Daat nie istnieje i trzeba to zaakceptować. Co to oznacza? Jak pisałem wcześniej, niezbędnym warunkiem doznania Absolutu jest przekroczenie ego – ono zaś jest tylko koncepcją. Jako ludzie, umówiliśmy się na wiele różnych konceptów tego typu. Choćby język jest jednym z nich. Wszystkie te litery czy nawet stojące za nimi dźwięki, same w sobie nie mają przecież żadnego znaczenia. To my je im nadajemy. Bez naszych systemów myślowych są one jednak nieokreślone, a zatem i nieograniczone. Tak samo pojęcie “ja” i wszystko, co z nim wiążemy, jest tylko wymysłem.

Oczywiście, przeciętny człowiek ma mnóstwo podstaw by trzymać się tożsamości ego, bo przecież nie czuje on niczego, co znajduje się poza skórą wyznaczającą granice jego ciała. Dla praktyka na tym etapie tego typu koncepcja nie jest już jednak prawdziwa, albowiem w swojej podróży doznał wielu różnych sfer i przygód, które nierzadko nie miały kompletnie nic wspólnego ze skórzanym workiem mięsa, noszącym jego imię. Zdaje on sobie zatem sprawę z tego, że jest faktycznie nieskończony. Aby tego jednak doświadczyć w pełni, musi odpuścić rozróżnianie. Dlatego też Daat znaczy “Wiedzę”, ponieważ to właśnie wszystko to, co wiemy, czego się nauczyliśmy, co bezpodstawnie bierzemy za pewnik – to dzieli nas od ujrzenia świata takim, jakim jest naprawdę. Żeby pokonać tę ostatnią przeszkodę, trzeba więc zapomnieć wszystkie te rzeczy.

Do tego Crowley proponuje inną metodę.


Metoda szybka: Strzała (Liber O, cap. VI)

Gdy opuścisz swoje ciało, zacznij wznosić się pionowo w górę, jak wystrzelona strzała. Nie rób nic innego – po prostu się wznoś. Nie zwracaj uwagi na nic, co się pojawi – cokolwiek by to nie było – leć wzwyż. Jeśli coś będzie cię zatrzymywać, zignoruj to, a jeśli nie będzie się dało – odpędź. Jeżeli poczujesz zmęczenie, to także olej i wznoś się dalej. Niestety, nie sposób określić, jak długo może to trwać. Kontynuuj wznoszenie tak długo, jak tylko starczy ci sił. Ostatecznie, wyczerpanie cię pokona i uda ci się poddać wszystko z całkowitą zupełnością. Wtedy – opcje są dwie. Albo wygenerowany przez wcześniejsze praktyki pęd zaprowadzi cię do przekroczenia pojęcia względności – uświadczysz nieograniczonej wolności; albo też stracisz przytomność i obudzisz się jak gdyby nigdy nic. W drugim przypadku mamy oczywiście do czynienia z porażką i praktykę należy powtórzyć. Do skutku.


Metoda powolna, wariant drugi: Enochiana

Podobnie jak pracuje się z Drzewem Życia, można też regularnie zwiedzać kolejne niebiosa dzięki etyrycznej magii enochiańskiej. Trochę o tym pisałem już w moim e-booku o Enochii i w niedalekiej przyszłości temat ten jeszcze rozwinę. Tutaj chciałbym tylko powiedzieć o plusach i minusach takiego rozwiązania. Otóż, magia etyryczna nie wymaga za bardzo specjalnych zdolności. Jej metoda jest sama w sobie niesamowicie skuteczna. Bardziej niż umiejętności wizyjnych, trzeba więc sprawnego intelektu do interpretowania swoich wizji, gdyż te – niestety – są już z kolei dużo mniej sensowne i (jako że nie są szczególnie nakierowane) bywają bardzo niezrozumiałe. Do zalet tych praktyk należy jednak zaliczyć to, iż faktycznie nie jest potrzebne żmudne zestrajanie się z poszczególnymi sferami, albowiem istoty enochiańskie samodzielnie wywołują w otoczeniu maga odpowiednią atmosferę, z którą obcuje on następnie w życiu codziennym. Znacznie przyśpiesza to proces rozwoju, acz bywa iż wynik praktyk jest bardzo ekstremalny. Niemniej, dla niektórych ta forma pewnie okaże się lepsza, dlatego musiałem też coś o niej napomknąć.


Metoda szybka, wariant drugi: Hekalot

Mistyka Merkaby jest wcześniejszą formą kabalistycznego ścieżkowania. W tej chwili nie mamy jeszcze gotowego opisu, możliwego do wykorzystania w praktyce (pracuję nad tym), jednak, z tego co wiadomo na temat owych praktyk, mistyk nie pracował z niebiosami miesiącami, a przechodził cały ten proces za jednym podejściem, jak to ma miejsce przy metodzie Strzały. Zamiast więc stopniowo się zestrajać, długo przygotowywał się do samego rytu poprzez teoretyczne studia, trening moralny i praktyki ascetyczne. W systemie Hekalot kolejne plany istnienia przedstawione są jako warstwy rzeczywistości, nie zaś oddzielne sfery, tak też nie ma żadnych ścieżek, jakie prowadziłyby maga do kolejnych niebios i pałaców, natomiast ma on w swojej praktyce do czynienia z cherubicznymi strażnikami, których za pomocą specjalnych słów-liter-pieczęci musi spętać w formie podobnej do magii salomonicznej. W ten sposób ów podróżnik “wymusza” kontrolę nad danymi aspektami swojego umysłu, jakie dotąd blokowały jego postęp, po czym wchodzi coraz wyżej i głębiej, aż ostatecznie stanie przed Tronem Bożym i uświadomi sobie, że tym, kto na nim zasiada, tym, który nosi Koronę, jest on sam.

Dziękuję za uwagę.


Autor: Frater L.V.X.

6 comments

  1. jacek · July 18

    Bardzo dobry artykuł, gratuluje.
    Bardzo podobał mi się fragment ze zjednoczeniem się z żywiołami musi to być bardzo zdrowa i oczyszczająca wizualizacja. Ja bym dodał jeszcze piąty żywioł niebo (eter) i wizualizacje jak stajesz się rozległy, przestrzenny, eteryczny. Lubię myśleć że jest 5 żywiołów, odpowiadających 5 zmysłom Ziemia – wzrok, Wiatr – oddech, Woda – dotyk, ogień – smak i niebo(eter) – słuch. Może to właśnie jest wiedza tajemna ;). Pozdrawiam.

    Like

    • Ipsissimi · July 19

      Właściwie to jest tam również i piąty element. Po prostu nie jest dostępny, póki się nie opanuje najpierw czterech.

      Like

      • salat · August 1

        podobny model przedstawia tez gd traktujac eter jako budulec i nosnik pozostalych zywiolow. ma to tez odbicie w modelu pracy na stopniach elementalnych – gdzie na portalu po opanowaniu 4 elementow pracuje sie wlasnie z eterem (spirit) wykorzystujac wieksza (supreme) wersje pentagramu

        Like

  2. belzebup · August 4

    Moim skromnym zdaniem to najlepsza, a w każdym razie najciekawsza rzecz, jaką ostatnio spłodziłeś. Twoje instrukcje są tak dokładne i ciekawe, że nawet takiego gnuśnika jak mnie zainspirowały do podjęcia pierwszej nieudolnej próby projekcji astralnej. No może nie do końca pierwszej, bo wcześniej miałem jakieś niezbyt udane doświadczenia w tej dziedzinie.

    W każdym razie dnia dzisiejszego, tuż przed świtem, przystąpiłem do operacji. Wykonałem MROP (który, jak mi się wydawało, nie wyszedł najlepiej) i wycieczkę po mieszkaniu, zgodnie z instrukcjami. Następnie położyłem się na łóżku i wykonałem rytuał relaksacyjny. Udało mi się wprowadzić w stan dość głębokiej relaksacji, niemal zupełnie nie czułem ciała. Następnie zacząłem poruszać ciałem astralnym. Po otwarciu astralnych oczu zobaczyłem to co powinienem, choć wizję porównałbym raczej do zwykłego wyobrażenia niż rzeczywistego widzenia. Najtrudniejsze jednak okazało się powstanie. Mimo że mogłem poruszać ciałem astralnym raczej bez problemu (w każdym razie tak to czułem), to za cholerę nie mogłem oderwać świadomości od fizycznej głowy. Robiąc to na siłę, jedynie wyobrażałem sobie, że poruszam się po pokoju, ale centralny punkt świadomości nadal tkwił w mojej fizycznej głowie, która leżała na poduszce.

    Postanowiłem trochę odpuścić i w pewnym momencie… BAM. Uniosłem się nad łóżko, lewitując nad sufitem. Delikatnie opadłem na podłogę i przystąpiłem do wykonywania przeprowadzonych wcześniej na planie materialnym czynności. Nie jestem zbyt dobry w wizualizacji, nie ogarniałem więc wzrokiem całego pokoju, a jedynie konkretne przedmioty. Trochę jakby mój świat składał się z kilku przedmiotów, które zapamiętałem – wysepek na mapie, która w większości była jeszcze białą plamą. Wziąłem z ławy książkę, otwarłem ją, powąchałem – wrażenie było dość realistyczne. Otwierając drzwi balkonowe usłyszałe cichy zgrzyt mechanizmu i po chwili poczułem powiew chłodniejszego powietrza. Wyszedłem na balkon, powąchałem kwiaty, dotknąłem ich… I w tym momencie jakaś siła wyssała mnie z balkonu i zaczęła ciągnąć w stronę nieba, jakby za moim osiedlem pojawiła się nagle czarna dziura. Nie była jednak czarna, była raczej jasnym światłem. Trochę się jednak wystraszyłem i całą siłą woli wróciłem do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.

    Odwróciłem się i… na drugim końcu pokoju, pod ścianą, zobaczyłem niską, niewyraźną, ciemną postać*. Przypominała człowieka, ale nie miała normalnego ubrania, twarzy itp. – wyglądała jak jakiś Nazgul albo raczej ciemy cień. Czułem promieniującą od niej aurę wrogości i zła. A przynajmniej tak mi się wydawało – być może była to tylko projekcja mojego strachu. Próbowałem się jednak nie bać, wydawało mi się, że ta istota nie może mnie skrzywdzić, a jedynie złośliwie przeszkadza mi w moich działaniach. Próbowałem więc kontynuować operację i zacząłem przeprowadzać egzorcyzm. Jednak stres spowodowany tym zajściem zaczął mnie ściągać w stronę mojego ciała. Postanowiłem więc odpuścić. Połączyłem ciało astralne z fizycznym, wstałem i wykonałem odpędzanie.

    *Czasami widzę podobne postacie w sennych koszmarach i w czasie paraliżu sennego. Nie wiem, czy ma to jakiś związek i znaczenie, ale postanowiłem o tym wspomnieć, bo istnieje szansa, że zwyczajnie jestem trochę świrem 😉

    MOJE WNIOSKI:
    1) Aby osiągnąc sukces w projekcji astralnej konieczny jest wcześniejszy trening relaksacji, kontroli umysłu i wizualizacji.
    2) Operacja nie zawsze przebiega zgodnie z planem 😉
    3) Dobrze jest wykonać porządnie rytuał odpędzający. Ja niby go wykonałem, ale coś musiałem schrzanić, bo nie uchronił mnie przed nadejściem nieproszonych gości.

    Ciekawi mnie natomiast, dlaczego sugerujesz wykonanie odpędzania PO operacji. W moim przypadku uznałem to za wskazane, ale czy jest to konieczne w normalnej sytuacji, kiedy nie odwiedzą nas żadni nieproszeni goście?

    PS. Oczywiście staram się nie traktować mojego doświadczenia zbyt serio. Biorąc pod uwagę mój brak praktyki, kiepską kontrolę umysłu i bogatą wyobraźnię, uznaję to raczej za jej wybryk, niż nawiedzenie przez jakiegoś ducha (choć niczego nie wykluczam). Postanowiłem jednak opisać moją pierwszą próbę z projekcją astralną dla dobra nauki i potomności. Poza tym, może ktoś bardziej doświadczony będzie mógł mi dzięki temu udzielić jakichś wskazówek na przyszłość 😉

    Like

    • Ipsissimi · August 5

      Masz dobrą wyobraźnię, więc może to być dla Ciebie bardzo pasująca metoda. W punktach odniosę się do Twojego opisu:

      1. Aby oderwać się od ciała, trzeba o nim “zapomnieć”. Trzeba przenieść uwagę na rzeczywistość widzianą oczami umysłu. Relaksacja w tym celu jest pomocna (zwyczajnie łatwiej nie myśleć o ciele, gdy się go nie czuje), ale nie jest konieczna. Gdy z czasem nauczysz się przenosić uwage błyskawicznie, nie będzie Ci to ciało w żaden sposób przeszkadzać.

      2. a) Kwestia tych “punktów na mapie” wynika – jak wyżej – z braku uważności. Przejście po pokoju fizycznie było robione zbyt pospiesznie, przez co nie zarejestrowałeś świadomie większości wrażeń, a zapamiętałeś jedynie te, na których się skupiłeś zmysłowo. No więc uprzedzam Cię, że celowo podkreślałem w tekście wagę świadomego wykonywania m. in. każdego jednego kroku, gdyż w tym ćwiczeniu nie chodzi o jakieś specjalne wrażenia zmysłowe. Oczywiście, dobrze abyś zawarł w wizualizacji bodźce dla każdego ze zmysłów, ale ostatecznie bardziej istotny jest właśnie sam proces przemieszczania uwagi. Rób to zatem wolniej. Im mniej się śpieszysz, tj. na im więcej elementów (punktów do świadomego zarejestrowania) rozbijesz sobie tę podróż, tym lepiej. Nie musisz tak naprawdę obchodzić całego mieszkania. Lepiej będzie obejść jedno pomieszczenie, a dokładniej, niż kilka niestarannie.

      b) Problem z zapamiętaniem tych wrażeń to problem z uważnością. Ta nastomiast jest przytłumiona z powodu myśli. To wynika najpewniej z tego, że wydaje Ci się, iż musisz coś konkretnego zrobić/osiągnąć, więc przejmujesz się w umyśle tym, czy idzie Ci to dobrze. Rozwiązanie: Nie myśl. Skup się całkowicie na wrażeniach zmysłowych w chwili obecnej. Ludzie mają tendencje do “starania się” by wykonać czynności, które tak naprawdę robią całkowicie automatycznie cały czas; i ironicznie – tak sobie wszystko utrudniają. Dlatego jak łechtasz sobie receptory jakiegoś zmysłu, to nie próbuj wymuszać zapamiętania doznań “jak najintensywniej się da”, a zamiast tego po prostu delektuj się samymi wrażeniami – wtedy będą możliwie najbardziej rzeczywiste, wtedy właśnie osiągniesz najlepszy efekt.

      Podsumowanie: Ćwicz uważność, bo to “uwaga” czy “świadomość” jest tym, co się przenosi z ciała fizycznego na plan astralny/mentalny.

      4. Mogłeś tę “wrogą istotę” przepytać i zweryfikować. Jakby nie patrzeć, była u Ciebie w domu, czyż nie? Miałeś pełne prawo do tego, aby wymusić na niej odpowiedź lub przynajmniej opuszczenie tego miejsca. To jest podstawowa różnica między magią, a zabawą z wyobraźnią: Mag weryfikuje swoje doświadczenia. Masz w artykule informacje do tego potrzebne, więc nie masz wymówki.

      5. Wykonywanie odpędzania po skończeniu podróży ma służyć wypędzeniu wszelkiego rodzaju wpływów, jakie mogłeś ze sobą przyprowadzić do domu. Co prawda, w pierwszym ćwiczeniu, jakie wykonywałeś, nie opuszcza się jeszcze swojego bezpośredniego otoczenia, ale jak sam możesz powiedzieć z doświadczenia (wciąganie przez świetlistą “czarną dziurę”), różnie to bywa, więc lepiej odpędzać nawet i tu. Poza tym, dobrze aby adept od początku wyrabiał sobie taki nawyk.

      No i na koniec gratuluję wykonania pierwszego kroku. Cieszę się, że kogoś tym tekstem udało się zachęcić do praktyki – taki jakby nie patrzeć był jego główny cel. Pierwsze lody przełamane – dalej będzie już tylko lepiej. Życzę powodzenia w przyszłych podróżach.

      Liked by 1 person

      • belzebup · August 8

        Dziękuję Ci za odpowiedź. Jak zwykle masz rację w kwestii uważności. Wiem, że mam z tym problem, podobnie jak z nadmiernym, kompulsywnym myśleniem. Może to cena za dobrą wyobraźnię 😉 Będę musiał nad tym popracować, choć nie jest to proste.

        Zapewne masz też słuszność co do “ducha-intruza”. Jednak w tamtym momencie jakoś nie przyszło mi to w ogóle do głowy. Przyjąłem tchórzliwą postawę obronną. Jednak myślę, że w tamtym momencie i tak nic by z tego nie wyszło – lekki wstrząs, jaki wywołało to doświadczenie, spowodował, że zostałem “wciągnięty” do ciała. Nie to, żeby był to jakiś wielki strach – bardziej chodzi o to, że moje zdolności są jeszcze tak ograniczone, że najmniejszy niesprzyjający bodziec powoduje przerwanie projekcji.

        Pamiętam, że lata temu, kiedy podjąłem pierwsze próby tego rodzaju praktyki, miałem to samo. Czasem udawało mi się na chwilę oddalić od ciała, ale w pewnym momencie doznawałem jakiegoś ukłucia strachu (nawet jeśli nie było żadnych widocznych intruzów), albo nawet sama przypadkowa myśl o ciele przyciągała mnie do niego. Jak gdyby było one jakimś magnesem, który usiłuje przyciągnąć z powrotem siłą oderwany od niego opiłek.

        Wtedy m.in. dlatego nie udało mi się wytrwać w praktyce, a głównie chyba właśnie przez to, że po prostu się bałem. Brakowało mi też cierpliwości i wiedzy. Tym razem spróbuję jednak podejść do sprawy bardziej na serio.

        Dzięki jeszcze raz.

        Pozdrawiam,
        belzebup

        Like

Napisz Wiadomość | Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s