W słowach kilku o reinkarnacji

Niedawno w dyskusji nawinął się nam temat reinkarnacji. Jest to moim zdaniem bardzo interesująca kwestia, wobec czego postanowiłem napisać o niej ten krótki esej. Konkretnie, postaram się przedstawić Wam jak sprawa ta przedstawia się w moim świetle, w skład czego wchodzi to, w jaki sposób łączę ideę reinkarnacji zawartą w Kabale z ideą chrześcijańskiej i hermetycznej Jedności Wszystkiego. Tym samym mam nadzieję, że uda nam się w ten sposób rozwinąć dysputę, która rozwieje wszelkie wątpliwości w tej kontrowersyjnej materii. Jednocześnie przestrzegam, iż jest to trudny i bardzo subiektywny temat, więc nie należy brać wszystkiego dosłownie. Podkreślam: To tylko moje zdanie.

Przechodząc do właściwej treści, zacznę od tego, że postrzegam Wszechświat poprzez pryzmat nauk hermetycznych i kabalistycznych, a zatem dzielę go na cztery wzajemnie połączone i przenikające się płaszczyzny: fizyczną (Olam ha-Asija lub końcowe He Tetragrammatonu), astralną (Olam ha-Jecira lub Waw Tetragrammatonu), mentalną (Olam ha-Berija lub He Tetragrammatonu) i przyczynową (Olam ha-Acilut lub Jod Tetragrammatonu). Świat fizyczny to oczywiście czasoprzestrzenna rzeczywistość materialna, zawierająca królestwa minerałów, roślin i zwierząt, w której to nasza świadomość obraca się na co dzień. Świat astralny to bezczasowa sfera uczuć i emocji, będąca, przez wzgląd na większą subtelność, przyczynową dla planu fizycznego. Świat mentalny to natomiast bezczasowy i bezprzestrzenny plan myśli, gdzie nie istnieje materia jako taka, lecz jedynie świadomość, która postrzega wszystko, co istnieje, w pojedynczej chwili, jako jeden nieskończenie zmieniający się w określonej sekwencji kształt.

Świat przyczynowy jest w tym najciekawszy, jest bowiem kompletnie niesekwencyjny i zupełnie wszystko, co było, jest, będzie i może być, a także to, czego nie było, nie ma, nie będzie i co być nie może, postrzegane jest jako jedna i niepodzielna świadomość bycia – “JESTEM”. Ten plan “Wielkiego Teraz”, nazywany także Akashą, jest Absolutem i Najwyższym Nienarodzonym Bogiem. Istnieje on poza pojęciem czasu, jednak można powiedzieć, że istniał także zanim powstało całe stworzenie, czyli nim trzy niższe światy się zamanifestowały. Według filozofii hermetycznej, Bóg nie jest w stanie pomyśleć o sobie, gdyż postrzega on wszystko jako nieodrębną część siebie. Aby mógł zatem poznać siebie, “wypowiedział Słowo”, mające doprowadzić do koncentracji świadomości na każdej możliwej rzeczy z osobna. W ten sposób powstały niższe światy, a w nich my, ludzie, którzy możemy myśleć o Bogu jako czymś innym od nas, choć rzeczywiście jesteśmy jednością.

Tak też skoncentrowana świadomość bycia utworzyła indywidualność, ciało mentalne i to, co mianujemy jako “ego”. Świadomość oddzielnego “ja” poprzez naturę stworzenia zamieszkała następnie ciało astralne, którego emocje nad nim zawładnęły. Tenże magnetyzm doprowadził do połączenia z ciałem fizycznym i tak też się narodziliśmy. Człowiek ze względu na swoją boską naturę jest nieśmiertelny, jednak miast oddać się temu, trwa w pożądaniu materii i wraz z nim umiera, usilnie się jej trzymając. Wszystko to dzieje się zupełnie nieświadomie. I tak też po śmierci fizycznej człowiek może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, co się wydarzyło. Może mu się wydawać, iż wciąż żyje, bowiem zmysły jego są wciąż silnie dostrojone do ciężkiej materii, a jego umysł wciąż wierzy w swoją oddzielność od Natury.

Człowiek taki błąka się po Ziemi, myśląc iż nadal ją zamieszkuje, rzeczywiście egzystując jedynie ciałem astralnym. Płaszczyzna ta jest bezczasowa, aczkolwiek można powiedzieć, że “z czasem” coś jednak przedziera się do jego świadomości. Powoli zaczyna się budzić z tego snu. Zmysły przestają postrzegać świat materialny i zyskują na nowo swoją prawowitą bezczasową funkcjonalność. Dusza coraz bardziej oddala się od materii, aż w końcu zanika. Okres ten można zilustrować jako wędrówkę. Chrześcijanie poradzili sobie wymyślając tutaj termin “czyściec”, gdzie zmarły przed sądem może przemyśleć swoje czyny. Wreszcie, albo uwolni się zupełnie od emocji i trafi “do nieba”, albo pogrąży się w nich jeszcze bardziej i dozna “piekła”. W drugim przypadku mówimy o sytuacji, gdy człowiek za życia dokonał wielu rzeczy, których żałował, zwanych przez Chrześcijan “grzechem”. Przepełnia go wówczas strach, który pogłębia się do granic możliwości, aż człowiek faktycznie odczuwa “potępienie piekielne”, które w tak gęstej materii sprawia wrażenie mającego miejsce przez wieczność. Przypuszczam także, że to właśnie w tym miejscu wkracza wschodnie “reinkarnowanie się jako kamień albo zwierzę”. Tak zdegradowana dusza potrzebuje na nowo doświadczyć trzech ciał, aby odzyskać rozum.

Gdy ciało astralne zostanie wreszcie “rozpuszczone”, w ten czy inny sposób, człowiek zostaje sam ze swoją jaźnią indywidualną – trafia “do nieba”. W zależności od dojrzałości, czyli od swoich wierzeń, doświadcza on wtedy Boga w postaci, jaką postrzega. Spotyka się twarzą w twarz z Bogiem, który ukrywa się pod maską poglądów tejże osoby. Następuje wtedy krótszy lub dłuższy dialog i uświadomienie, że konieczny jest powrót do fizyczności. Przy czym, zmarły doświadcza tego wciąż przez pryzmat swojej ziemskiej świadomości. Przebieg tej części zależy natomiast całkowicie od tego, jakiej religii i/lub filozofii dana osoba jest wyznawcą. Może tutaj wystąpić między innymi poczucie chęci “dokończenia niedokończonych spraw”, albo “służby Bogu/bogom”. Nie ma co się za bardzo rozpisywać – proces zstępowania w materię powtarza się. I wszystko to zapętla się wciąż i wciąż, aż w końcu zmniejsza się ilość negatywnych emocji i człowiekowi udaje się z każdym wcieleniem coraz szybciej trafiać “do nieba”.

W końcu jednak przychodzi dzień, gdy człowiek jeszcze za życia, w skutek określonych warunków, np. praktyk magicznych, oddziela się od emocji, doznaje harmonii i uświadamia się. Doświadcza wówczas dialogu z Bogiem jeszcze za życia. Oczywiście, wciąż dialog ten jest ograniczony jego dojrzałością. Bóg może zatem przybrać dla niego postać Anioła Stróża, Wewnętrznego Demona, Szamańskiego Totemu (?), lub innych podobnych form. Człowiek ten uświadamia sobie swoją powinność. Zaczyna rozumieć swoje przeznaczenie, cel istnienia, czy też po prostu własne predyspozycje. Wciąż jednak pozostaje on człowiekiem, którego może czekać śmierć. Są tutaj dwie możliwe drogi. Pierwsza jest taka, że umrze. Wtedy niemal natychmiastowo trafi on do swojego wewnętrznego “nieba” i spotka się ze swoim wewnętrznym Bogiem, gdzie szybko skonsultuje swoją “powinność” i wybierze nowe ciało, tym razem takie, które na pewno spełni jego cel w całości. Wtedy też rodzi się na nowo, szybko się rozwija, aż w (najczęściej) młodym wieku po raz drugi doznaje uświadomienia, Konwersacji z Bogiem za życia.

I tutaj w grę wchodzi druga możliwa droga. Człowiek ten po uświadomieniu sobie swojej Prawdziwej Woli, dąży do jej realizacji. Wreszcie udaje mu się to, w skutek czego doznaje przebudzenia. Budzi się, iż to on jest Bogiem. Ale tylko na chwilę, więc później działa dalej, choć już z tej boskiej perspektywy, aż całą swoją świadomość w końcu zintegruje z Najwyższą Boskością. Gdy tak się stanie, niczym Jezus odkupi wszystkich ludzi z grzechów – trafi na stałe do Nieba, krainy wiecznego szczęścia, gdzie wszyscy są świadomi i “telepatycznie” połączeni z innymi. Zyskuje on wtedy na nowo swoją prawowitą nieśmiertelność, a także świadomość czteropoziomową. Postrzega wtedy świat jako skończony, czyli jako taki, gdzie wszyscy ludzie doznali już oświecenia, ale jednocześnie również jako nieskończony, gdzie ten cały cykl wciąż się powtarza w kółko samsary na planie mentalnym, astralnym i fizycznym. Jest on zatem jednocześnie uczestnikiem tego cyklu i jednocześnie jest poza nim. Nie musi się reinkarnować, ponieważ swoją świadomością obejmuje całą wieczność, nieporuszony przez zewnętrzne wpływy.

W ten sposób właśnie widzę reinkarnację. Jest ona czymś, co jest środkiem, a nie uniwersalnym prawem. Jeśli człowiek za życia dozna przebudzenia, najpewniej nie będzie musiał się już reinkarnować, gdyż coś takiego jak czas i sekwencja przestaną istnieć dla jego świadomości. Spójrzmy na to jednak z nieco innego punktu widzenia. Jeśli wszystko jest tylko operacją świadomości, to czy tak naprawdę nie żyjemy raz? Wspomnienia, czy to z tego życia, czy z przeszłego, są czymś bardzo ulotnym. Są niczym sen. Równie dobrze możemy żyć tylko raz, a “poprzednie wcielenia” to tylko symboliczne wyrażenia tego, co mamy osiągnąć w tym życiu. Tak jak Bóg spotykany w połowie Drzewa Życia pod postacią Anioła Stróża. Może to właśnie tylko forma, która ma do nas przemawiać i stopniowo uświadamiać, że jesteśmy Jednym, że jesteśmy Nieśmiertelnym Bogiem? Co w tym wszystkim jednak najzabawniejsze – te dwa punkty widzenia wcale się ze sobą nie kłócą!

Zachęcam do dzielenia się poniżej własnymi spostrzeżeniami, wątpliwościami, poglądami i przemyśleniami odnośnie tematu.


Autor: Frater L.V.X.
Pierwszy raz opublikowano: 30.06.2015
Edycja: 23.02.2016

3 comments

  1. belzebup · August 16, 2016

    Dotknąłeś ciekawej kwestii:
    “Wspomnienia, czy to z tego życia, czy z przeszłego, są czymś bardzo ulotnym. Są niczym sen. Równie dobrze możemy żyć tylko raz, a „poprzednie wcielenia” to tylko symboliczne wyrażenia tego, co mamy osiągnąć w tym życiu. ”
    Ja nie mam żadnych wspomnień z poprzedniego życia. Czy zatem z mojego (świadomego) punktu widzenia reinkarnacja w ogóle istnieje? Czy można powiedzieć, że jestem tą samą istotą, którą byłem w hipotetycznym poprzednim życiu? I czy w kolejnej inkarnacji nadal będę sobą? Wg mnie nie. A przynajmniej dopóki nie przypomnę sobie poprzednich żywotów. Przy założeniu, że ta teoria jest w ogóle prawdziwa.

    “Gdy ciało astralne zostanie wreszcie „rozpuszczone”, w ten czy inny sposób, człowiek zostaje sam ze swoją jaźnią indywidualną – trafia „do nieba”. W zależności od dojrzałości, czyli od swoich wierzeń, doświadcza on wtedy Boga w postaci, jaką postrzega.”
    Hmm… czego doświadczają zatem ateiści? ;>

    Generalnie Twój sposób widzenia reinkarnacji bardzo do mnie przemawia. Gdybym miał obstawić zakład, to byłby mój wybór. Ale z drugiej strony mógłbym powiedzieć, że równie prawdopodobne jest, że trafimy do Tartaru, do Nilfheimu, do Nawii albo do krainy wiecznych łowów. A może wszystkie te teorie “życia po życiu” zostały wymyślone przez naszych przodków, którzy nie mogli pogodzić się z tym, że po śmierci nasza świadomość ginie bezpowrotnie razem ze śmiercią mózgu? Kto wie… Dla mnie zapewne do końca pozostanie to tajemnicą. Jedno wiem jednak z pewnością: “coraz” powinieneś był napisać łącznie 😉

    Like

    • magus11 · August 17, 2016

      Nieposiadanie wspomnień z poprzednich żyć nie skreśla istnienia reinkarnacji. Co jest ważniejsze od tych wspomnień, to jak jawisz się teraz, ponieważ Twoje obecne życie ma przyczyny, które jesteś w stanie prześledzić do poprzednich wcieleń. Wystarczy przyjrzeć się rzeczom, które potrafimy dobrze i które lubimy, aby uzyskać szkic tego, kim byliśmy wcześniej. Często ludzie odkrywają, że mają dryg do jakiegoś konkretnego języka, który bardzo łatwo przychodzi im się uczyć – który “przemawia” do nich. Dobrze od tego zacząć, bo w przypadku większości języków bardzo zawęża to zakres dalszych poszukiwań.

      W tym celu nie trzeba oczywiście wierzyć w poprzednie wcielenia. Jeśli już nawet magicznie je sobie przypomnimy, to można to potraktować zwyczajnie jako symboliczną introspekcję. W odkrywaniu poprzednich wcieleń nie chodzi bowiem o to, by dowiedzieć się, kim się było, lecz aby lepiej zrozumieć, kim jest się obecnie. To pozwala na doskonalsze pojęcie własnego przeznaczenia i pozwala obrać dalszy kierunek.

      Czy w kolejnej inkarnacji nadal będziesz sobą? To zależy od tego, jaką część siebie uznajesz za “siebie”. Ciało – oczywiście, będzie zupełnie inne. Osobowość – również mniej lub bardziej się zmieni. Poglądy – zmienią się. Wola – ta również będzie tyczyć się w większości nowych rzeczy. Jednak chciałbym zauważyć, że każda z tych czterech rzeczy już zdążyła się już zmienić w ciągu Twojego obecnego życia całkowicie przynajmniej kilka razy. Czy to znaczy, że jesteś inną istotą, niż byłeś, gdy miałeś 3 lata? Na to odpowiedz sobie już sam.

      Cały czas się zmieniamy. Jedyną stałą rzeczą w człowieku jest świadomość – to nasza prawdziwa jaźń. Stan świadomości się zmienia, ale co by się nie działo, ma miejsce w obrębie tego niewidzialnego obserwatora, którym jesteś Ty. Co jednak najważniejsze, świadomość u wszystkich ludzi jest taka sama. Identyczna, a nawet to jest JEDNA i ta sama świadomość. Tak też w szerszej perspektywie wszyscy jesteśmy jedną istotą – Bogiem. Gdy człowiek sobie to uświadomi, nie musi się już reinkarnować, ponieważ wie już, kim jest i nie ma potrzeby zmiany.

      Wątpię, aby ktoś był zupełnym i całkowitym ateistą aż do końca. Przypuszczam, że ateiści doświadczają strasznego strachu przed utratą egzystencji, przez co w kulminacyjnym momencie na pewno nastawiliby się na jakieś doświadczenie. Gdyby jednak do samego końca utrzymał ktoś stosunek, że po śmierci świadomość po prostu znika, to tak też by tego doświadczył. Po ponownym “włączeniu światła” mieliby już z kolei za sobą etap oczyszczania osobowości i od razu przeszliby do decydowania o kolejnym życiu. Byłoby tak dlatego, że pogodzeni z utratą siebie w momencie śmierci nie opóźnialiby procesu rozpadu ciała astralnego.

      Ostatecznie, myślę, że trochę niezupełnie rozumiesz koncepcję reinkarnacji i to jak ją przedstawiam. Wbrew powszechnemu mniemaniu, wędrówka dusz nie była nigdy opisywana po to, aby oczekiwać następnego życia, lecz aby się od niej uwolnić. Świadomość tego procesu naturalnie pomaga w jego zatrzymaniu. Poprzez zrozumienie go dobrze, można w końcu wyrwać się z Koła Samsary. Nie myśl więc o tym, jako o jakiejś tajemnicy do spenetrowania po śmierci, bo to nieodpowiednie podejście. Dąż raczej do tego, aby się więcej nie reinkarnować, bo do tego ten proces ma ostatecznie prowadzić.

      Like

  2. belzebup · August 17, 2016

    “Ostatecznie, myślę, że trochę niezupełnie rozumiesz koncepcję reinkarnacji i to jak ją przedstawiam. Wbrew powszechnemu mniemaniu, wędrówka dusz nie była nigdy opisywana po to, aby oczekiwać następnego życia, lecz aby się od niej uwolnić. Świadomość tego procesu naturalnie pomaga w jego zatrzymaniu. Poprzez zrozumienie go dobrze, można w końcu wyrwać się z Koła Samsary. Nie myśl więc o tym, jako o jakiejś tajemnicy do spenetrowania po śmierci, bo to nieodpowiednie podejście. Dąż raczej do tego, aby się więcej nie reinkarnować, bo do tego ten proces ma ostatecznie prowadzić.”
    To akurat raczej rozumiem, a przynajmniej w teorii. W praktyce nie jestem w 100% przekonany co do realności reinkarnacji, bo nie spotkałem żadnych pewnych na to dowodów. Mimo wszystko to wydaje się zbyt okrutne – odradzać się bez końca na tym łez padole 😉

    Pisząc, że nie jestem tą samą osobą, którą byłem (być może) w poprzednim życiu i że w ewentualnym następnym nie będę sobą miałem na myśli fakt, że nie mając żadnego pamięciowego połączenia można traktować wcielenia danej jednostki jako osobne istoty, bo jednostka nie ma żadnego poczucia tożsamości ze swoimi innymi życiami. Choć oczywiście jakiś wpływ ta osobistą świadomość czy na jakieś talenty czy tendencje może występować, ale nie pamiętając, nie możemy być pewni, jaka jest przyczyna. Może niejasno się wyraziłem, zresztą to trochę bezproduktywne filozofowanie z mojej strony. W każdym razie myślę, że rozumiem teraz Twoją koncepcję i raczej się z nią zgadzam (przy założeniu, że cała teoria reinkarnacji jest zgodna z rzeczywistością). Dzięki za odpowiedź.

    Like

Napisz Wiadomość | Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s