Zadanie Mistrza Świątyni

Zadanie Mistrza Świątyni
Alan Chapman
(26 luty 2007)

Choć wtedy nikt by tego nie przypuszczał, czwartek 22 lutego 2007 był (dotychczas) najważniejszym dniem mojego życia. Końcem zeszłego roku, przez liczne magiczne doznania podwyższające świadomość, moja praktyka medytacji ewoluowała w coś, co nazwałem wu wei, czy też “Nie-działaniem”.

Po kilku sesjach adaptacji tego cholernie trudnego-do-opisania “podejścia”, za przewodnictwem mego Świętego Anioła Stróża zacząłem Eksperyment Gurdżijewa. O ile różnorakie są ćwiczenia Gurdżijewa, to centralną kwestią wszystkich jego technik jest kultywacja “bycia świadomym bycia świadomym” [powtórzenie zamierzone – przyp. tłum].

Tak więc, zmodyfikowałem odpowiednio swoją praktykę medytacyjną, przechodząc do vipassany, lub inaczej do podejścia skupionego na wglądzie; czego podstawą jest zwyczajne utrzymywanie świadomości wszystkiego, co doświadcza się w danym momencie, bez próby kontrolowania jakichś myśli lub odrzucania jakichkolwiek odczuć.

Odkryłem w ten sposób wiele doznań, których normalnie nie jestem świadom, jak proste ale bardzo subtelne wrażenie “bycia jakąś osobą”. W końcu doszedłem do ciekawego punktu, gdzie wszystko, czego doświadczałem, zdawało się być “przede mną”, nawet świadomość moich pleców. Właśnie na tym etapie zauważyłem, że doświadczam “formowań”, jak określone zostało to w Mastering the Core Teachings of the Buddha przez Daniela Ingrama (Ingram 2004, str. 173 i dalej), co jest dobrą oznaką zbliżania się przeze mnie do “realizacji”, lub tego, co Gurdżijew nazywa Nieskończonością.

Banany

Relizacja jest celem tej gry; jest tym, co w ogóle czyni te wszystkie lata medytacji i praktyki magicznej wartymi zachodu. W Buddyzmie nazywa się to także “pustką”, czego nie należy mylić z Bezforemnymi Krainami; to pierwsze wynika z wglądu, te drugie z ćwiczeń koncentracyjnych.

Doświadczenie realizacji lub “pustki” nie może zostać opisane; w rzeczy samej, mówienie o niej jako o czymś doświadczanym może być bardzo mylące. Ingram pisze:

W tym nie-stanie, nie ma absolutnie żadnego czasu, żadnej przestrzeni, żadnego punktu odniesienia, żadnego doświadczenia, żadnego umysłu, żadnej świadomości, żadnej nicości, żadnej przedmiotowości, żadnego ciała, żadnego tego, żadnego tamtego, żadnej jedności, żadnego dualizmu, ani żadnego czegokolwiek. Rzeczywistość zawiesza się, po czym pojawia się na nowo. Niemożliwe jest więc zrozumienie tego, jako że wykracza to całkowicie i zupełnie poza racjonalny umysł i wszechświat.

(Ingram 2004, str .177.)

Oczywistym być powinno, że trzeba lat praktyki wglądu, aby osiągnąć realizację; jak więc mogę być na krawędzi “oświecenia”, skoro zacząłem praktykę wglądu dopiero kilka miesięcy temu?

Po pierwsze, realizacja lub “pustka” to po prostu stosowane w Buddyzmie określenie na cel wszystkich magicznych tradycji. Praktykuję magię w tej czy innej formie od ponad jedenastu lat, od dwóch lat codziennie medytując, a od roku będąc w Wiedzy i Konwersacji z moim Świętym Aniołem Stróżem; po drugie, badając różne modele magicznego rozwoju, doszedłem do wniosku, że wszystkie opisują ten sam proces.

Przykładowo, w modelu Kabalistycznym lub A∴A∴, po przekroczeniu otchłani i “otrzymaniu” stopnia Mistrza Świątyni, jesteś uznawany za mistrza transu smutku, gdzie twoim głównym celem jest wstrzymanie cieszenia się oświeceniem, aby pomagać niżej postawionym w zakonie (tj. wszystkim innym, którzy nie osiągnęli oświecenia).

W modelu Postępu Byddyjskiego Wglądu, zaraz przed pierwszym doświadczeniem realizacji następują nany dukkha (“dukkha znaczy smutek lub cierpienie [nana to natomiast “wgląd” lub “uświadomienie” – przyp. tłum.]), serie doznań jakie Ingram zrównuje z Chrześcijańską “Ciemną Nocą Duszy” (Ingram 2004, str. 156). Po dostąpieniu realizacji można zostać boddhisattvą.

W modelu alchemicznym, pierwsze doświadczenie oświecenia jest znane jako “Białe Dzieło”, które jest poprzedzone “Czarnym Dziełem”, w którym “Złoto” jest otrzymywane z “podstawowego materiału” poprzez proces oczyszczania.

Wszystkie te mapy przewidują ciężki okres, któremu często towarzyszy pewien stopień smutku, cierpienia lub pomieszania, zanim cel magicznego procesu zostanie po raz pierwszy zrealizowany.

Jesteś tutaj

Po doznaniu przekroczenia otchłani i wielu innych rzeczy związanych ze stopniem Mistrza Świątyni, nie miałem najmniejszego powodu by wątpić, że wkrótce stawię czoła “oświeceniu”, jako wynikowi mojej codziennej magicznej praktyki. Jednak, model Kabalistyczny przestał wystarczać mi do pomocy w zrozumieniu, czego oczekiwać w związku z tym “oświeceniem”; i tutaj właśnie uznałem Model Buddyjskiego Wglądu za bezcenny.

Na powyższych stronach opisałem kilka stanów transowych, jakich miałem okazję doznać zanim doświadczyłem przekroczenia otchłani. Wtedy, stany te były oszałamiające; doświadczyłem nicości, rozkoszy, nawet czegoś, co uznałem wówczas za Tao.

Może troszkę przesadzałem.

Myśl, że “pustka” jest kompletnie ponad te stany była jednocześnie podniecająca i przerażająca; jak mógłbym unikać tworzenia oczekiwań co do realizacji, gdy byłem na skraju doświadczenia tak niesłychanego, że nawet nie jest doświadczeniem?

Koniec eksperymentu

W trzeciej części mojego Eksperymentu Gurdżijewa, podczas medytacji napotkałem absolutną grozę i bardzo dziwny efekt “sferoidalny”. Po moim wstępnym spotkaniu z tym terrorem, przyszłe sesje medytacyjne postawiły mnie w przekonaniu, że się to już nie powtórzy. Jednakże, po powrocie z urlopu, kiedy zaniedbałem medytację na całe cztery dni, ujrzałem dziwny sferoid i grozę ponownie na pełnej parze.

Gdy piszę “sferoid”, mam na myśli, że “ciemność” widziana z zamkniętymi oczami zdaje się rozciągać do postaci kuli, będącej jednocześnie ogromną i maluteńką.

Wraz z wzrostem sferoidu, wzrastało też moje przerażenie; nie mogłem pozbyć się uczucia, że osiągnie on punkt, w którym “wybuchnie” lub nagle zapadnie się do środka, zabierając mnie i wszechświat ze sobą.

22 lutego, przeszedłem dwie półgodzinne sesje wglądu, obie z obecnym sferoidem i terrorem. Byłem strapiony; tak blisko celu, a jednak zbyt przerażony, by wykonać ostatni krok. Co powinienem był zrobić? Co robiłem źle?

Zacząłem swoją trzecią sesję medytacyjną w stanie frustracji, czując się bezsilnie, będąc zawiedzionym swoją porażką. Zacząłem biorąc kilka głębokich oddechów i stopniowo rozluźniałem, aż do zwykłego poczucia świadomości mojego ciała, pozwalając odczuciom narastać wedle ich rytmu. Po włączeniu innych zmysłów do swojej uwagi, przeszedłem do dołączenia również emocji i myśli. Będąc w tym stanie, znajdowałem się w połowie drogi między normalną świadomością i doznaniem sfery; wiedziałem, że się ono zbliża. Zamierzając po prostu pozwolić się temu stać, poczyniłem jednocześnie wysiłek, by jedynie pozostać świadomym. Niemniej jednak, poczułem powolnie narastający strach. Czując nieuchronność od porażki, podwoiłem starania w zachowaniu uważności.

Nagle, usłyszałem głos mówiący: “myślisz, że świadomość jest rzeczą?”

Nie jestem w stanie powiedzieć ci, co było dalej.

Poczułem się bardzo dziwnie. To było tak jakby wszechświat został wywrócony na drugą stronę; co przez to rozumiem, to że nie mogłem już dłużej “być świadomym” doznań, ponieważ w pełni uświadomiłem sobie, że świadomość nie istnieje. Nie byłem już punktem świadomości, ponieważ świadomość nie miała ze mną nic wspólnego.

Co dziwne, sferoidalne coś było większe niż kiedykolwiek wcześniej, strach nadal istniał, ale nie ja byłem tym, kto był przerażony. Pozostałem tak przez chwilę, ale to dalej nie zdawało się nigdzie wybierać.

Dziwaczne uczucie towarzyszyło mi przez resztę dnia. Rozmyślając o tym dziwnym doświadczeniu, zastanawiałem się, czy ŚAS przygotował dla mnie jakiś sposób, by przezwyciężyć terror, abym mógł “przejść przez” sferoid i dostąpić realizacji.

Następnego dnia moje medytacje okazały się radykalnie odmienne. Nie mogłem nic “zrobić”; jak mógłbym praktykować “bycie świadomym”, kiedy świadomość nie istnieje? Zatoczyłem pełne koło i wróciłem do wu wei. Usiadłem więc i po prostu czekałem.

Żeglowałem bez wysiłku przez kilka bezforemnych krain, każda bardziej wyrachowana od kolejnej. Miałem już wcześniej trochę z nimi do czynienia, więc rozpoznałem ten stan, ale tym razem gdzieś w tle “coś” było inaczej. Była to najspokojniejsza medytacja, jaką kiedykolwiek przeżyłem.

Na krótko po tej medytacji, wszedłem w stan błogości niemal przytłaczający w swojej subtelności. Następnie, poczułem  się niebywale zwyczajnie, a zarazem niezwykle wdzięcznie.

Powoli zaczęło do mnie docierać, co wydarzyło się dzień wcześniej.

Wracając do Domu

Za poleceniem Duncana, zacząłem niedawno czytać Coming Home autorstwa Lex Hixon (Hixon, 1989. Zobacz recenzję, str. 50, poniżej). Na jej stronach odkryłem, że to, co nazywałem wu wei, jest w istocie praktyką kontemplacyjną.

Co jednak ważniejsze, znalazłem opis swojego doświadczenia w dziełach Heideggera, Krishnamurtiego, Ramakrishny, Plotyna i w opisie “Obrazów Wypasania Dziesięciu Byków” Buddyzmu Zen (Patrz niżej, str. 139).

O wu wei, czyli o tym, co doświadczyłem przed realizacją:

Praktykowałeś samokontrolę, opanowałeś myśli i skupiłeś się na poszerzaniu doświadczenia. To pozostawanie w egocentryzmie, nie medytacja: i zrozumienie, że to nie medytacja, to początek medytacji… Wolność od fałszu nie przychodzi poprzez pragnienie osiągnięcia jej; nabywa się ją wtedy gdy, umysł przestaje skupiać się na sukcesie, na wejściu na szczyt. Musi nastąpić porzucenie poszukiwań – tylko wtedy istnieje możliwość zaistnienia tego, co nie ma imienia.

(Krishnamurti, cytowany u Hixona 1989, str. 23)

Chcesz nie-woli w sensie zrzeczenia się pożądania, tak byśmy w ten sposób mogli uwolnić… samych siebie do poszukiwanej esencji myślenia, nie będącej pożądaniem…
– Nie osiągamy uwolnienia samodzielnie.
– W takim razie, uwolnienie musi zostać przymuszone skądś indziej.
– Nie przymuszone, lecz wpuszczone. Uwolnienie budzi się, gdy wpuszczona jest nasza natura, tak by móc mieć do czynienia z tym, co nie jest pożądaniem.

(Heidegger, cytowany u Hixona 1989, str. 7-8.)

“Obrazy Wypasania Dziesięciu Byków” są mapą lub modelem duchowego postępu z Bykiem reprezentującym doświadczenie oświecenia. Ilustracja 1, “Poszukiwanie Byka” jest wtedy, gdy “wyobrażamy sobie misterium naszej Prawdziwej Natury jako obiekt poszukiwań” (Hixon 1989, str. 61). Na Drugiej Ilustracji, “Znajdowanie Śladów”, poszukiwacz staje się odkrywcą, a oznaki obecności Byka są dostrzegane wszędzie, jednak: “Ślady Byka są niczym innym, jak śladami samego poszukiwacza w jego własnej świadomości” (Hixon 1989, str. 62). “Pierwsze Przelotne Ujrzenie Byka”, czy Ilustracja Trzecia, następuje gdy oświecenie jest zrealizowane poprzez zaprzestanie poszukiwań.

O faktycznym doświadczeniu realizacji: “Jedno jest dostępne nawet dla śpiących i gdy ktoś Je w końcu zobaczy, nie dziwi go Ono, gdyż jest tam Ono cały czas.” (Plotyn, cytowany u Hixona 1989, str. 104). O tym, co następuje po Realizacji, Hixon wyjaśnia: “Dla tych, którzy medytują z nastawieniem na bezosobową wiedzę, wdzięczność jest obecna tak po prostu, dla niej samej” (Hixon 1989, str. 16). W rzeczy samej, Heidegger napisał: denken ist danken. Myśleć to dziękować.

I co z tego?

Czekałem na realizację całe swoje życie. W Mastering the Core Teachings of the Buddha, przy omawianiu realizacji, Ingram rzekł: “Są chwile, gdy zabawnie jest się pokazać, i to właśnie jedna z nich” (Ingram 2004, str. 177).

O ile mi wiadomo, ilość pracy, jaką kosztowało mnie dojście tutaj, daje mi ten przywilej.


Źródło: The Blood of the Saints, Alan Chapman & Duncan Barford, Heptarchia Press, 2009.

Twórcy projektu Ipsissimi nie posiadają żadnych praw do powyższego tekstu.

Napisz Wiadomość | Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s